| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Felietony
Nie da się nie zauważyć wychodzących, ba! wypływających z każdej wystawy, wszechobecnych czerwonych serduszek, amorków, całusków, kwiatków, misiaczków, buziaczków, słodkości i całej tej karuzeli miłosnych gadżetów. W kinach gra się tylko romantyczne komedie i filmy idealne do oglądania dla dwojga, dla dwojga są z resztą też weekendy spa, wieczory w restauracjach, bielizna i piżamy, książki to historie (a jakże!) miłosne, muzyka – love songi. Są też poradniki – bardzo profesjonalna pomoc przy wyborze tego co, dla kogo i za ile. Wystarczy określić stopień pokrewieństwa (mąż, narzeczony, chłopak, kolega), przedział wiekowy obdarowywanego oraz zainteresowania i hop! jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (żeby nie powiedzieć jak Filip z konopi) wyskakuje idealny prezent. No cóż, eksperyment sprawił, że mój chłopak musiałby cieszyć się tegoroczną walentynkową… szczoteczką elektryczną do zębów!!! Oczywiście wszystko co wyskoczy w drodze losowania w poradniku można zamówić, wysłać, kupić, podbić, wylicytować, a machina sprzedaży się nakręca i nakręca… Swoją drogą nakręca się w idealnym momencie, gdy brak innych świąt, gdy jesteśmy w komercyjnej czarnej dziurze, w przerwie między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą. Słowem udało się wstrzelić w lukę i wykorzystać ją maksymalnie. A samo święto? No cóż, nie dość, że skomercjalizowane, to jeszcze zapożyczone. Zwyczajnie obce naszej tradycji – trudno bowiem łączyć środek zimy, miejską chlapę lub w najlepszym przypadku mróz i śnieg z miłością. Myśli krążą wkoło tego, jak tu nie zamarznąć na przystanku i gdzie się schronić, a nie wokół pszczółek, kwiatków, bratków i treli-moreli. Co do treli, przyjdą śpiewy ptaków, wiosna, a potem lato to nadejdzie i czas miłości i rodzime święto. Tak, tak, słowiańska, tradycyjna Noc Kupały czyli Sobótka są dziś prawie zapomniane, podczas gdy Walentynki, lutowy duplikat, w pełni rozkwitu. O! Wyskoczył właśnie banner – latający amorek ze strzałami, no zaraz to mnie coś strzeli… Gdzie to ja skończyłam? A tak, ponawiam ostrzeżenie. Uwaga, uwaga! Nadchodzi, zbliża się wielkimi krokami, jest tuż, tuż… Święto Zakochanych. Środek zimy, chmurno i ponuro, a tu proszę bardzo, dobra okazja by powiedzieć bliskiej osobie, właśnie to, że jest nam bliska. Dobry pretekst by w ogóle to komuś powiedzieć po raz pierwszy albo tylko przypomnieć, gdyż dawno się tego nie mówiło bo choć oczywiście można zawsze i codziennie wyznawać miłość ale w natłoku spraw pilnych i nieważnych, często się gdzieś gubią te mniej pilne ale ważne. Z resztą, nie muszą to być wyznania dozgonnej miłości z dołączonym sonetem i kolią brylantów. Zwykły uśmiech dla przyjaciół i znajomych też wpisuje się w ideę świętowania miłości, przyjaźni, czegoś pozytywnego, co łączy a nie dzieli. A że zimno i mało nastrajająco do spacerów w parku, no cóż można tylko pomyśleć, że jest zimno i bardzo nastrajająco do przytulenia i do czekolady albo winka grzanego. A latem, w słowiańskie święto? Można powtórzyć święto zakochanych jeszcze raz i jeszcze wiele, wiele razy można, bo czemu nie. A „lutowy duplikat” jest świetną okazją by znalazło się w kalendarzu miejsce, nie tylko na święto religijne lub martyrologiczno – niepodległościowe, a zwykłe uśmiechnięte, mniej napuszone. Buziaczki, serduszka, misiaczki nadal Cię przerażają i odpychają i trudno myśleć o nich inaczej niż jak o komercyjnej mamałydze, tylko że z kolei, pewnie Twoje jedyne małe serduszko, to od Niej lub od Niego nabiera wyjątkowo mniej przesłodzonego charakteru, staje się ładnie czerwone i zaokrąglone wprost idealnie, nie za dużo nie za mało. Podpowiedzi prezentowe, po trochę głębszym namyśle, stają się ciekawą możliwością, a szczoteczka do zębów zostaje odrzucona – tu miejsce na ulgę Pana zainteresowanego – jako przykład błędu statystycznego w programie komputerowym. W końcu i tak każdy miś, aniołek czy breloczek to tylko symboliczne pokazanie tego, co czasem trudno powiedzieć i nie ma dwóch takich samych misiów na świecie, choćby nawet wyglądały identycznie. No dobrze, to jeszcze tylko, może gdyby mniej nachalnie te sklepy z tymi wystawami, gdyby mniej komercyjnie, może gdyby… Na szczęście, w końcu to i tak tylko od nas, od tych dwojga w czasie weekendu spa, wieczoru w restauracji, seansu w kinie, zależy jakie będzie to święto. A pod spodem proponuję oprócz komentarzy wpisywać właśnie prezenty, drobnostki, walentynki, co chcielibyście dostać lub co dostaliście, robiliście w Walentynki, a było miłą odmianą, ciekawym przeżyciem, cudowną niespodzianką.
Źródło informacji: Informacja własna
Autor: Agnieszka Grabowska dnia: 13.02.2009 [12:15]
komentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|