| ||
|
|
Polibuda.info » Kultura » Aktualności
Ocena wyświetla się powyżej 3 głosów. Oddano:
3 Oceń artykuł
Kilka lat temu nie było drugiej książki tak trzymającej w napięciu i tak skutecznie odwracającej uwagę od długiej podróży jak "Kod Leonarda da Vinci". Popularność „Kodu…” skierowała uwagę na inne powieści Browna. „Anioły i demony” są niemal jego roboczą wersją, szkielet fabuły jest bliźniaczo podobny. „Anioły i demony” w wersji hollywoodzkiej oceniam z punktu widzenia czytelnika, który dość dobrze pamięta wydarzenia książkowe. Dlatego film nie zaskakuje, nie trzyma w napięciu, twórcy dość konsekwentnie trzymają się wersji autora. Kilka szczegółów zostało pominiętych, w tym wątek romansowy pomiędzy profesorem Langdonem i panią Vetra. Może to i słusznie, bo wtedy film stałby się dodatkowo banalny i schematyczny. Brakuje wyjaśnienia niektórych istotnych faktów. Właściwie nie wiadomo, kto zabił, kto ukradł. Na szczęście wyjaśnienia można znaleźć w książce Browna. Wątpliwości budzi postać Roberta Langdona. Tom Hanks nie mógłby być Indianą Jonesem czy Jamesem Bondem. To nie jest jego styl. Hanks jest wspaniały jako Allen zakochany w syrenie, jako Sam bezsenny w Seattle, jako wrażliwy i naiwny Forrest, jako uwięziony na bezludnej wyspie Chuck lub poruszający Andrew w „Filadelfii”. Przestaje być wiarygodny, kiedy scenariusz każe mu żartować w stylu Hana Solo. Zastanawia też Ewan McGregor jako ksiądz kamerling. To nie była rola na jego możliwości. Bardzo prawdopodobne, że jego nazwisko miało nieco podnieść prestiż produkcji. Rola spokojnego księdza nie wydawała się trudną i wielowarstwową. A Ewan McGregor bywał przecież zwariowanym ćpunem w „Trainspotting” i Kenobim w „Gwiezdnych wojnach”. Z pewnością w jego filmografii, jak i Toma Hanksa, rola w „Aniołach i demonach” nie zapisze się złotymi literami. Panowie wypadają blado na tle Ayelet Zurer, prawdziwej, niebanalnej kobiety nauki. „Anioły i demony” to wcale nie jest zły film. Dość mało spektakularny, mimo pogoni za przestępcą przez szlak rzymskich dzieł sztuki. Niewiele tu charakterystycznego europejskiego klimatu i dramatyzmu sytuacji. Może dzisiaj odbiorca jest już tak doświadczony i zobojętniały, że nie robi na nim wrażenia próba futurystycznego zamachu na Watykan. Z pewnością ekranizacja poczytnej powieści to ryzykowne przedsięwzięcie, gdyż trudno dopasować własną wizję do milionów wizji czytelników na całym świecie. I zazwyczaj ekranizacje skazane są z góry na niepowodzenie i krytyczne opinie.
Źródło informacji: Informacja własna
Autor: Agata Brok dnia: 25.05.2009 [22:15]
komentarze (1)
Strona: 1/1
1 Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|