| ||
|
|
Polibuda.info » Kultura » Muzyka » Recenzje
Andrzejki to wieczór niezwykły. Wróżby, lanie wosku, kultywacja prastarych obyczajów, wszechobecny duch przeszłości. Jeśli dodamy do tego nierozerwalnie związany ze Stodołą fantastyczny, przesiąknięty historią naszej sceny muzycznej klimat, cała impreza rysuje się w jasnych barwach. Kropke nad „i” postawiły zespoły, które uświetniły swoją obecnością tamten wieczór-The Relievers, Benedek i T.love. Ja sam przebyłem drogę od zaplecza klubu aż po scenę. Zapraszam do przeczytania relacji z tej wyprawy.
Autor: Tomek Turski dnia: 01.12.2006 [16:00]
Fotorelacja
Przed wejściem na koncert udało mi się zdobyć wejściówki na zamkniętą imprezę przeznaczoną dla wszystkich muzyków grających tego dnia oraz członków fanklubu T.love. Przebywanie tam było fantastycznym przeżyciem- mogłem zobaczyć na żywo ludzi, którzy są dla mnie żywą legendą i na których muzyce się wychowałem. Mało tego- każda osoba, która znalazła się na owej imprezie, miała możliwość porozmawiania z każdym z muzyków, zarówno o ostatniej płycie, jak i rzeczach absolutnie niezwiązanych z ich twórczością. Udało mi się zamienić kilka słów z Janem Benedkiem (połączonych z autografem na jedynym dostępnym skrawku papieru- podstawce pod piwo), co niezmiernie mnie ucieszyło, albowiem strasznie przypadł mi do gustu jego solowy album pt „Oldschool Party”. Z pewnością na długo zapamiętam też wspólne piwo wypite z Muńkiem i Sidneyem Polakiem w otoczeniu życzliwie nastawionych ludzi okalających muzyków szczelnym wianuszkiem. Niestety nigdzie nie dostrzegłem członków zespołu The Relievers, chwilę później z oczu zniknął mi też Benedek. Nie przejąłem się tym zbytnio i pozwoliłem trwać chwili (wszak była piękna). Dałem się ponieść wspaniałej atmosferze wytworzonej przez wiernych fanów świetnego zespołu. Trochę jednak przesadziłem. Kiedy udałem się pod scenę, była godzina 21. Na bilecie znajdowała się adnotacja, iż koncerty rozpoczynają się o 20.30. Byłem więc przekonany, że dotrę mniej więcej na połowę występu The Relievers. Myliłem się. Z jakiś nieznanych mi powodów, harmonogram umieszczony na bilecie i stonie internetowej Stodoły nijak nie miał się do rzeczywistych wydarzeń, bowiem o godzinie 21.15 na scenę wszedł T.love. Byłem nieco zawiedziony, ale smutek i rozczarowanie uleciały gdzieś daleko razem z pierwszymi dźwiekami „Love and Hate”. Pierwsza część koncertu to utwory składające się na promowaną płytę „I hate rock’n’roll” okraszone takimi smaczkami jak wiersz Władysława Broniewskiego pt. „Kalambury” z muzyką opracowaną wspólnie z zespołem Pustki. Potem nastąpiła przerwa, w czasie której odbyła się mała uroczystość związana z pokryciem się ostatniego krążka T.love złotem- menadżer zespołu wręczał specjalną jego edycję przedstawicielom mediów, które przyczynily się do tego sukcesu. Chwilę później na scenę powróciła kapela i zostaliśmy uraczeni setem złożonym z samych największych hitów- „Stokrotka”, „Warszawa”, King”…. Pod koniec koncertu udałem się raz jeszcze do sali, od której rozpocząłem swoją wędrówkę. Chciałem porozmawiać z Benedkiem i dowiedzieć się, czemu nie zaśpiewał on kawałka razem z T.lovem (między innymi o tym rozmawialiśmy z Muńkiem przed koncertem). Nie udało mi się to, usłyszałem jednak relacje z pokoncertowej rozmowy członka szefostwa fanklubu z byłym gitarzystą T.love. Wyłonił się z niej diametralnie inny obraz Benedka- pyskującego i wyzywającego od „gnojków” i „smarkaczy” ludzi, którzy między innymi dla niego tu przyszli. Może właśnie dlatego Jan Benedek nie zagrzał na dłużej miejsca w żadnym zespole, mimo niewątpliwie dużego talentu. Lekko zbity z tropu udałem się do sali wróżb (wszak to także impreza andrzejkowa). Były one bardzo ciekawie zrealizowane- kilka wróżek z kulami przepowiadającymi przyszłość i kartami tarota, lanie wosku przez klucz, wszystko to w przyciemnionym, klimatycznym świetle. Po zaskakującym wydarzeniu, które opisałem wyżej wolałem nie ryzykować poznania przyszłości, a szczegółnie tej dotyczącej sfery uczuciowej, zrezygnowałem więc z wyczekiwania na swoją kolej w długim wężyku zwolenników pogańskich obrzędów. Około 23.20 zakończyła się część koncertowa, ja sam udałem się raz jeszcze do barku celem ugaszenia pragnienia i ochłonięcia z mocy wrażeń. Tak, to był wspaniały wieczór w świetnym klubie. Pełny niespodziewanych wydarzeń, ale przecież to tylko lepiej, ciekawiej. Wyniosę mnóstwo wspomnień z tegorocznych Andrzejek. I podzielę się nimi za pośrednictem portalu. Pora już kończyć. Do następnego razu! Ps. Podziękowania dla przedstawiciela fanklubu T.love na województwo lubelskie, Jakuba Tereszczuka, za umożliwienie wstępu na imprezę zamkniętą. komentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|