| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Juwenalia
Na stadionie Syrenki pojawiłem się około godziny 17.30, czyli wtedy, kiedy powinny zaczynać się pierwsze poważniejsze koncerty tego dnia. Miłym zaskoczeniem był fakt, iż na scenie faktycznie rozpoczynał się pierwszy występ – Sensorrów .Po doświadczeniach z zeszłotygodniowymi Ursynaliami ciężko było mi uwierzyć, iż organizatorzy będą w stanie zapanować nad czasem, a jednak. Sam koncert tej dość mało znanej kapeli przyciągnął delikatnie powiedziawszy nie za dużo chętnych. Co prawda na obiekcie była już nie mała grupa studentów, to jednak zwolenników stylu prezentowanego przez Ślązaków było bardzo niewielu. Mi również nie do końca przypadło owe podejście do muzyki, toteż słuchając jednym uchem... obszedłem stadion, w poszukiwaniu pozostałych atrakcji, które miały czekać na nas tego wieczoru. Było wszystko to, czego młody człowiek potrzebuje od życia na Juwenaliach – piwo, kiełbaski, oraz Extreme Zone, czyli miejsce, gdzie podobnie jak na Ursynaliach, można było spróbować swoich sił w niecodziennych dyscyplinach sportowych. Oprócz tradycyjnego już bungee można było sprawdzić swoje umiejętności na strzelnicy, ściance wspinaczkowej, trampolinie, oraz cieszących się bardzo dużą popularnością „piłkarzykach” – odmianie popularnej gry barowej, różniącej się od pierwowzoru tym, iż zamiast plastikowych kukiełek zawodnikami byli żywi ludzie. Extreme Zone było chętnie odwiedzane przez wielu ludzi przez cały czas trwania koncertów. Krzątając się po stadionie zwróciłem uwagę na jeszcze jedną rzecz, niby szczegół, a jednak jak bardzo cieszący, szczególnie ucho. Mam na myśli rewelacyjne, przynajmniej moim zdaniem, nagłośnienie. Zarówno Sensorry, jak i pozostałe zespoły, co się miało wkrótce pokazać, były świetnie słyszalne z każdego miejsca płyty, a mimo to, natężenie dźwięku nie było przesadnie duże. Zwykle dźwiękowcy na koncertach wychodzą z założenia, iż im głośniej tym lepiej, tym razem mieliśmy do czynienia z naprawdę dobrze wykonaną robotą. Drugą, bardzo miłą niespodzianką, był sposób prowadzeni koncertu przez konferansjerów. Nie tyle ich sama obecność, co bardzo profesjonalne poprowadzenie zabawy zarówno dla garstki chętnych w pierwszych godzinach koncertu, czy dla tysięcy ludzi przed występ IRY zasługuje na ogromne brawa. Dzięki nim, oraz prowadzonym przez nich konkursom czas pomiędzy kolejnymi występami nie tylko się nie dłużył, a wręcz mile upływał. Udało im się świetnie wtopić w konwencję imprezy, toteż ich występ nie był nie pasującym do całości zbędnym dodatkiem, a raczej integralną częścią. Jako drudzy na scenie wystąpił Sorry Boys – młodziutki zespół, który posiada jednak na swoim koncie pierwsze sukcesy. Ich występ przyciągnął zdecydowanie większą publikę pod scenę, jednak o koncertowym szaleństwie nie było mowy. Sam występ, choć dobry, pozostawiał spory niesmak. Piosenki dość dobrze zaaranżowane, przyzwoicie zagrane, i nader ładnie przez nader ładną wokalistkę zaśpiewane, były przynajmniej moim zdaniem zbyt monotonne. Po pierwszych kilkudziesięciu minutach występu miałem wrażenie, iż gdzieś już to wszystko słyszałem, że ze sceny wieje choć ładną, to jednak nudą. Nie udał się również kontakt z publicznością. Rozumiem, iż lidera tak niedoświadczonego jeszcze zespołu może zjadać trema podczas występu na tak dużym obiekcie. Można zatem konwersację z zebranymi ludźmi ograniczyć do i minimum i przedstawiać jedynie tytuły piosenek, nie jest to może ambitne i odkrywcze, jednak pozostawiłoby dużo lepsze wspomnienie niż często, bardzo delikatnie mówiąc, śmieszne frazesy wokalistki w stylu: „ta piosenka jest po polsku, i właściwie tyle mam o niej do powiedzenia”. No trudno, mam szczerą nadzieję, że Pani Iza wyrobi sobie jeszcze za jakiś czas koncertowego obycia, i będzie mogła czarować widzów nie tylko swoim dobrym śpiewem. Po krótkiej przerwie, w trakcie której wystąpił prorektor PW do spraw studenckich, prof. Jakubiak, który opowiadał o historycznych już relacjach, zwłaszcza tych damsko-męskich, pomiędzy dwiema uczelniami organizującymi tą imprezę, na scenie pojawiła się pierwsza prawdziwa gwiazda – zespół Normalsi. Pierwszy raz pod sceną zrobiło się ciasnawo, a ludzie, którzy cały czas przychodzili na stadion z ulicy nie stawali już gdzieś po środku płyty, lecz również zmierzali w stronę muzyków. Dzięki piosenkom takim jak: Łajza, Juda, Do Stracenia, zebrani dostali ogromną dawkę świetnego rocka. Taki występ, może zwiastować iż wieczór dopiero się rozpoczyna, a napięcie choć i tak wysokie, to nie ma zamiaru opadać. Tak też faktycznie było. Występy dwóch ostatnich zespołów – Comy oraz IRA przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Na stadionie Syrenki nie było chyba osoby, która nie wspierałaby swoim gardłem muzyków na scenie. A było co śpiewać: Pierwsze wyjście z mroku, Spadam, Skaczemy czy Kalifornia, Szczęśliwego Nowego Jorku, Jestem Obcy to tylko nieliczne z niezliczonych chyba piosenek, które mogliśmy usłyszeć podczas późnych wieczornych godzin. Są rzeczy, których prostymi słowami nie da rady opisać, gdyż nie da rady oddać tego co jest najważniejsze. Tak i jest w tym przypadku. Atmosfery, jaka panowała na Syrence po godzinie 20.30 nie potrafiłbym ubrać w słowa, choćbym spędził przy tym tekście kilka następnych dni, a może miesięcy. Musi zatem wystarczyć stwierdzenie, iż takich koncertów po prostu nie wypada omijać. Przed nami ostatni tydzień Juwenaliów, impreza na UKSW i Agrykoli. Mam szczerą nadzieję, iż dotychczasowa, wyraźnie zwyżkowa, tendencja, jeżeli chodzi o poziom koncertów i ilość zabawy, zostanie utrzymana. Zobacz zdjęcia
Źródło informacji: Informacja własna
Autor: rjernat(o)polibuda.info dnia: 19.05.2007 [23:45]
komentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
Juwenalia
Parada 2004
Autor: Rafał Minda Parada cz.1 (ok. 10mb) Parada cz.2 (ok. 10mb) Parada cz.3 (ok. 10mb) + pozostałe Parada - całość (wyższa jakość) (ok. 222mb) |