| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Juwenalia
Udając się na pierwszy „konkretny” koncert tego dnia (Paprika Korps) obawiałem się o frekwencje. Duża Scena miała bowiem dostęp do piwa, kiełbasek i innych artykułów pierwszej potrzeby na tego typu imprezie. My byliśmy owych specjałów pozbawieni. Szczególnie martwił mnie brak pierwszego wymienionego przeze mnie składnika. Powodem jego nieobecności na terenie Medykaliów był tzw. wolny dostęp na tą część Imprezy Głównej (tzn. bez ograniczeń wiekowych). Tego typu postanowienie organizatorów było dla mnie kolejnym powodem do obaw. Oczami wyobraźni widziałem scenę otoczoną przez duża ilość młodych mam z wózkami i małymi dziećmi, których zachowanie – z przyczyn oczywistych – nijak wpasowuje się w moje wyorażenie o koncertowej aktywności. Muszę stwierdzić, iż jeśli chodzi o koncert Papriki, moje obawy potwierdziły się. Będąc na miejscu moim oczom ukazał się następujący widok – grupka ok 30 osób pod sceną, niewiele więcej młodych ludzi urlopowo wylegujących się na trawce oraz pokaźna grupa ww. młodych małżeństw z dziećmi. Naładowany energią pochodzącą z mojego uczestnictwa w Paradzie Studentów, postanowiłem nie oceniać ksiązki po okładce i udałem się w okolice barierek. Muszę przyznać, iż Paprika, mimo niesprzyjających okoliczności, zagrała dobry koncert. Ludzie żywo reagowali na wygrywane przez nich rytmy, zarówno te bujające, jak i ostrzejsze. Co więcej – kiedy mniej więcej w połowie koncertu udałem się na teren stadionu Syrenki celem uzupełnienia płynów zdałem sobie sprawę, iż „Mała Scena” zgromadziła 2-3 krotnie większą publikę niż „Duża”. Śmiało więc można rzec, iż Paprika była największą muzyczną atrakcją wczesnych godzin popołudniowych. Galeria zdjęć
Mniej więcej zgodnie z harmonogramem występ swój rozpoczął kolejny zespół – Indios Bravos. Pod sceną zrobiło się dużo ciaśniej, czuć było wyraźnie atmosferę wyczekiwania, zauważyłem sporo osób ubranych w koszulki IB – wzrosły więc i moje oczekiwania co do klasy występu i kontaktu z publicznością (nieczego nie ujmując Paprice). Jak się jednak okazało niesłusznie. Kapela zagrała naprawdę dobrze, czegoś jednak według mnie zabrakło. Paradoksalnie, była to chemia pomiędzy publiką a zespołem. Świetne, profesjonalne brzmienie Indios Bravos nie dostało wsparcia od publiczności. Czułem się troche jak kierownik studia muzycznego, oglądający przez szklaną szybę, jak jego zespół nagrywa materiał na płytę. W świetle tych obswerwacji, bardzo dziwne wydało mi się zachowanie konferensjera (skad inąd dobrze wypełniającego swoje zadanie przez cały wieczór), który to wymuszał na publiczności sztuczne – według mnie - bisy. Trwało to długo, nie sprawiło ludziom frajdy i spowodowało ponad 30 minutowe opóźnienie. Złożyło się ono na gigantyczne bo ponad godzinne przesunięcie terminu rozpoczęcia koncertu Vavamuffin. Ja jednak czekałem cierpliwie, podobnie jak i kilka tysięcy ludzi, które zdążyły się już zgromadzić pod sceną. I zdecydowanie się nie zawiodło. Warszawscy ragowcy dali prawdziwie mistrzowski popis muzycznej wirtuozerii. Ich utwory są naprawdę świetne, do tego wykonywane na żywo zyskują na urodzie co najmniej dwukrotnie. „Paramonov”, „Jah jest prezydentem”, czy „Vavato”, po raz pierwszy tego wieczoru zmusiły mnie do kilku lotów nad publicznością. Wszystkim pragnącym otrzymania porządnego zastrzyku pozytywnych wibracji polecam całym sercem Vavamuffin w wersji koncertowej. Występ gwiazdy wieczoru Medykaliów stał na równie wysokim poziomie. Daab, bo o nim mowa, to zespół z przeciwległego bieguna niż Vavamuffin. To żywa legenda polskiego reggae. Zagrali zdecydowanie mniej żywiołowo, bo przecież i lata już nie te, co nie znaczy, że koncert był słabszy od występu poprzedniego zepołu. Po prostu muzyka prezentowana przez Daab taka już jest – bardziej poważna i patetyczna. Miłym akcentem dodającym smaczku występowi były wspomnienia dotyczące Riviery, wygłaszane przez wokalistę na początku koncertu. Szkoda tylko, że spora część ludzi „wyemigrowała” na teren Syrenki lub do domów, co nieco rozliźniło atmosferę pod sceną. Podumowując, występy (szczególnie ostatnich 2 zespołów) godne Imprezy Głównej największych w Polsce Juwenaliów. Zabawa była świetna, a bliskość Sceny Głównej prezentującej zupełnie inny styl muzyki oraz około setki namiotów przedstawicieli wydziałów i organizacji studenckich (w tym i Mediów PW) czynią 19 maja dniem zupełnie wyjątkowym. komentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
Juwenalia
Parada 2004
Autor: Rafał Minda Parada cz.1 (ok. 10mb) Parada cz.2 (ok. 10mb) Parada cz.3 (ok. 10mb) + pozostałe Parada - całość (wyższa jakość) (ok. 222mb) |