Poniedziałek, 7 lipca 2008 Antoniego Piotra
Szukaj w Internecie
Szukaj w Polibuda.info
Polibuda.info » Sport i turystyka » Relacje z wyjazdów   
Drukuj
Islandia Autostopem - Płonące kaptury i dwóch takich co nie wzięło termosu.
Lato 2007
8,72/10 głosów: 50 Oceń artykuł
Emblemat artykułu
Jesteśmy na księżycu. To właśnie pomyśleliśmy sobie na kilka minut przed lądowaniem naszego samolotu w Keflaviku - międzynarodowym lotnisku w Islandii. Wrażenie takie towarzyszyło nam jeszcze kilka razy w czasie naszego miesięcznego pobytu na wyspie. Zanim zaproszę na oficjalny pokaz zdjęć, pragnę podzielić się relacją która z racji długości naszej podróży, ostrzegam, nie odda w pełnym stopniu wrażeń, wspomnień i doświadczeń znalezionych w tej odległej krainie.

18 lipca wylecieliśmy z Warszawskiego Okęcia do Kopenhagi. W mieście z syrenką i sztucznym wiatrem wytworzonym przez cały rząd wiatraków spędziliśmy cały dzień. Szybkie zwiedzanie, oszczędne zakupy "ostateczne" i późnym wieczorem siedzieliśmy już w samolocie na Islandię. Wyspa przywitała nas dokładnie tak jak zamierzała nas traktować przez większość naszego pobytu: deszczem i niskimi chmurami. Na poprawę humoru pani w informacji turystycznej poinformowała nas o niemożliwości podróżowania po Islandii w sposób jaki my obraliśmy za jedynie słuszny. Mieliśmy zamiar nocować na dziko, sami przygotowywać sobie jedzenie, poruszać się jedynie autostopem. I co ? Mimo ostrzeżeń pani z informacji nasz plan udało się nam w pełni zrealizować a sympatyczna Policja nawet nie myślała o likwidowaniu naszego jedno-namiotowego "miasteczka" w żadnym przypadku. Transportując się z Keflaviku do Hafnafjordur'u przetestowaliśmy nasze umiejętności autostopowicza. Wszystko poszło dobrze, odwiedziliśmy polski klasztor Karmelitanek bosych gdzie uzyskaliśmy wiele pomocnych informacji. Z bagażem jedzenia, wiedzy oraz błogosławieństwem sióstr wyruszyliśmy na wschód. Zgodne z zawiłym planem ominęliśmy możliwie szybko wszystkie atrakcje turystyczne będące w okolicach Reykjavik'u, a nasz pierwszy przystanek miał miejsce dopiero kilkaset kilometrów od stolicy, tuż obok pięknego wodospadu Skogafoss.
Sam wodospad to tylko jedna z atrakcji tego regionu bo jest on zwieńczeniem kanionu wzdłuż którego wybraliśmy się na kilkukilometrowy spacer. Był to niezły trening przed czekającymi na nas kolejnymi trasami. Powoli oswajaliśmy się z Islandzkimi krajobrazami i z pogodą, której obserwacja i odpowiednie na jej zmiany reakcje są gwarancją nie tylko komfortowego pobytu ale wręcz bezpieczeństwa. Kolejnym miejscem w którym zabawiliśmy aż dwa dni był położony w okolicy największego na Islandii lodowca "Vatnajokull" - "Skaftafell National Park". Tu również pogoda doświadczała nas diametralnymi zmianami. Pierwszego dnia podeszliśmy pod samą końcówkę jęzora lodowcowego w którego rejonie temperatura spada o jakieś 5 stopni w porównaniu z okolicą. Czarno-biały krajobraz zrobił na nas niesamowite wrażenie. Wielkie bryły lodu , białe i błękitne, pokryte często grubą warstwą czarnego wulkanicznego pyłu, poprzecinane niezliczonymi szczelinami. Na świecie jest masa wulkanów i lodowców. Ale miejsc gdzie lodowiec leży bezpośrednio na aktywnym wulkanie nie ma już tak dużo. To właśnie powoduje że wszystko co ukształtowane w tym rejonie przez trzęsienia ziemi, przejścia lodowców, wielkie powodzie, erupcje wulkanów jest tak unikalne. Odwiedzamy jeszcze wodospad Svartifoss toczący wodę wśród bazaltowych kolumn przypominających organy. Kolejny dzień w tym parku to wejście na bezimienną górę wznoszącą się między dwoma dolinami lodowcowymi - jedną wypełnioną jęzorem, drugą zaś chwilowo pozostawioną przez masy lodu w spokoju. To co widzimy przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania.
Islandia prezentuje nam to z czego jest znana - niewyobrażalne przestrzenie czarnych piaszczystych plaż ograniczonych tylko przez horyzont, ogromne masywy skalne, z perspektywy historii geologicznej ziemi, wyniesione "wczoraj", lodowce zachłannie obejmujące nie tylko szczyty ale wypełniające również doliny. Cały czas nienasyceni ruszamy dalej. Lądujemy na brzegu jeziora lodowcowego "Jokulsalron", które połączyło się wąskim przesmykiem z morzem. Dla celów komercyjnych to miejsce nazywa się również "laguną lodowcową". Zaprezentowany tu spektakl na długo pozostaje w pamięci. Około 200 metrowej głębokości jezioro pozwala swobodnie dryfować wielkim bryłom oddzielonym od lodowca. Po raz pierwszy w życiu oglądam fokę na wolności. Rozbijamy się 10 metrów od brzegu jeziora i spędzamy tam trzy dni oglądając "lagunę" w różnym świetle, porach dnia, przypływach i odpływach. Zjawisko tak ciekawe, że można się mu przyglądać do pierwszych oznak zmarznięcia. Jeden dzień spędzamy głównie w namiocie. Wychodzimy na 4 godzinny spacer ale jest tak zimno, że resztę dnia spędzamy w śpiworach. Jokulsarlon żegna nas silnym wiatrem i przetaczającą się przez drogę mgłą. Lądujemy miedzy skałami na wzniesieniu przy "Djupavogur" rybackiej miejscowości na południowym wschodzie wyspy. Poznajemy wiatr o którym do tej pory tylko czytałem. W czasie noclegu osłaniają nas ściany skał jednak gdy stoimy na drodze niemożliwością jest po prostu wytrzymać przez 15 minut. W każdej wolnej chwili chowam sie za znak drogowy. Kilka autostopów i przez piękne, niegościnne góry docieramy do Egilstadir.
Pierwszy mega gościnny Islandczyk zaprasza nas na obiad a potem przez urozmaiconą przepaściami drogę wywozi na swoje ziemie w malowniczym Seydisfjordur - fiordzie do którego wpływają promy z Europy. Siedzimy na wschodnim krańcu Islandii. Spotykamy załogę polskiego jachtu "Roztocze" przybyłego tu z Norwegii. Oni nas karmią, my pomagamy im naprawić elektrykę oraz dajemy szantowy koncert. Wchodzimy na górę wieńczącą fiord. Bez szlaków, sami wyszukując najlepszą ścieżkę, przełazimy przez bagna, trawska, strome doliny rzek, ściany wzdłuż wodospadów, płaty śniegu, ostre kamienie. Niestety ze szczytu nie widać niczego co poniżej. Dookoła ocean chmur z wystającymi gdzieniegdzie wyspami - innymi szczytami. Powrót z widocznością ograniczoną do około 10 - 15 metrów możliwy tylko dzięki GPS. Pierwsze całodniowe przejście, pierwsze moje konkretne odciski ... sama radość.
Pierwsza strona Poprzednia strona strona:1/4 Następna strona Ostatnia strona
Źródło informacji: Informacja własna
Oceń artykuł
8,72/10 głosów: 50
Autor: pawelbeca(o)gmail.com dnia: 02.09.2007 [01:30]
Dodaj do: Dodaj do Google Bookmarks Dodaj do Wykop.pl Dodaj do del.icio.us Dodaj do gwar.pl


komentarze (2)

Islandia Autostopem - Płonące kaptury i dwóch takich co nie wzięło termosu.
knedel.knedel@g... 05.10.2007 [17:19] +odpowiedz skasujcie ten komentarz
I o to chodzi. Chłopaki wykonali to co zamierzyli. Jedyne czego mi tu brakuje to jakiejś mapki z przebiegiem trasy jaką pokonali.
Islandia Autostopem - Płonące kaptury i dwóch takich co nie wzięło termosu.
pawelbeca@g... 17.10.2007 [00:26] +odpowiedz skasujcie ten komentarz
mapka bedzie jak juz zrobie pokaz zdjec... a ten wkrotce... najpierw musze sie "ogarnac" troche ;)

Strona: 1/1
1 

Dodaj nowy komentarz

Jesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.



Zwiększ wysokość pola Zmniejsz wysokość pola

8 + 3 plus cztery =

*zabezpieczenie antyspamowe (dla niezalogowanych użytkowników)

Dodawanie komentarzy:
Użyj [http://www.polibuda.info] lub [http://www.polibuda.info|opis] przy wstawianiu odsyłaczy..
Tagi HTML są zablokowane.