| ||
|
Polibuda.info » Sport i turystyka » Wydarzenia
Pierwsze miejsce w edycji listopad-grudzień '07
Witam wszystkich, wczoraj jechałem na teoretyczny egzamin na czarny pas (tutaj - UK - zdobycie 1dan'a dzieli sie na teorie czyli pokazanie rzutów, duszeń oraz dźwigni i trzymań przed komisja, a następnie praktyczny czyli walki gdzie trzeba wygrać wszystkie walki lub zdobyć 100pkt.) Po przyjeździe koledzy uświadomili mnie że jest dziś teoria, ale przed nią jest również praktyka... trochę nie przygotowany stanąłem do walki na macie... Pierwsze trzy walki do przodu, zakończone wszystkie przed czasem. Czarny miałem już w zasięgu ręki, ale czekałem jeszcze na 2 kolejne walki, a przynajmniej tak mi sie wydawało. Co sie okazuje, po wygraniu tych trzech walk przechodzisz do kolejnej - można powiedzieć - rundy. Jako że wygrałem wszystkie poprzednie walki teraz staje na macie sam, a na przeciwko mnie trzech. Myślę sobie... No to ładnie... nie przygotowany... trzy walki pod rząd, bez odpoczynku... no cóż, nie można sie poddawać. Cały ceremoniał ukłonów, ćwiczeń relaksacyjnych i rozgrzewek już za nami wiec czas najwyższy stanąć do boju. (dla wyjaśnienia napomnę, że aby zdobyć 1 dan należy te trzy walki wygrać przez Ippon czyli przez zdobycie maksymalnej ilości punktów, koka -3pkt, oraz yuko - 5pkt, nie są w ogóle brane pod uwagę, liczy sie tylko waza-ari -7pkt, oraz ippon - 10pkt, czyli to co potrzebuje aby wygrać) Pierwsza walka, kilka kopnięć po nogach, wyczucie przeciwnika, poczucie jego równowagi, poznanie ruchów oraz siły i zaczyna sie bój. Ippon seoi-nage z kolan, jak zawsze słabo dociągnięte i punktacja 7 pkt, czyli waza-ari. Kilka prób podcięć, zahaczeń i olbrzymie Uchi-mata (nielubiana przeze mnie technika okazała sie skuteczna) Ippon- 10pkt. uff... pierwsza do przodu, 2 min czasu walki. myślę - dobrze jest, jeszcze się nie zmęczyłem. Drugie starcie, widać od razu ze z gościem będzie problem. Długa walka o uchwyt, wyczucie gościa, (silniejszy niż poprzedni sobie myślę) ale nie umie sie poruszać na nogach... po próbach uchi-mate, seoi- nage z kolan, ouchi i kouchi żadnych rezultatów... nadal remis. Po którejś próbie podcięcia na de-ashi-barai gość obala sie na plecy. Waza-ari, 7ptk, przejście do trzymania i odliczamy 20 sek. (najdłuższe 20 sek, w moim życiu) - Dam rade, dam rade, nie puszcze, wygram, już cię mam... Sygnał oznajmiający koniec walki. Jeeesssttt... wygrana, druga do przodu. Zmęczenie daje o sobie znać, ręce sie trzęsą, nogi sie uginają, mózg już nie pracuje tak szybko jak wcześniej, a przede mną jeszcze ostatnie 4 min walki czasu ciągłego i najtrudniejszy przeciwnik. Widać od razu ze anglo z krwi i kości... rude, niewyraźne myślące tylko o złamaniu mi jakiejś części ciała... Ostatnia walka, do zdobycia kolejnego stopnia wtajemniczenia coraz bliżej, ale droga przede mną jeszcze długa. Hadżime. I zaczęliśmy, gość od razu pokazuje swoją silę i kunszt rzucając mnie na yuko - 5ptk., ale na szczęście małe punkciki nie odgrywają żadnej roli. Myślę sobie - "orz ty w modre, to ja tu na deszczu, wilki jakieś..." No dobra, nie chcesz się na początku pobawić to jedziemy z tym koksem. Walka zaczyna sie na całego, próba ataku z mojej strony, później on, cały czas na najwyższych obrotach, akcja za akcje, zero odpoczynku czy przestoju, walka w parterze przebiega dość brutalnie, kolano na głowę, ręka na twarzy, a to łokieć pod żebra... oko za oko. Publiczność oczekuje, że sędzia coś zrobi, ale tak on jak i ja wiemy że to jest ważna walka i nie ma co sie cackać. Do zakończenia walki jeszcze dobre 2 min, a remis mnie nie zadowala. Publiczność wie o co walczę i jest po mojej stronie, tym samym mój przeciwnik jeszcze bardziej chce mnie zniszczyć... Nogi sie pode mną powoli uginają, oddech staje się coraz cięższy, obraz się zamazuje. Wiem że to już ostatki moich sil... Nie ma na co czekać... teraz albo nigdy... Ostatnie wykorzystanie sił na ippon-seoi nage z kolan i punkty, waza-ari 7pkt. Ale do zwycięstwa to mi nie wystarczy, ostatnie 30 sek, staram się wykonać wszystkie techniki, których i wykonuje na zawodach... a nóż się uda. Sumi-nage, kata guruma, morote-gari. W końcu musi popełnić błąd. Ręce odmawiają posłuszeństwa, nogi już nie są takie szybkie jak wcześniej... Sygnał oznajmiający koniec walki... jeszcze przez chwile leże na macie, nie myślę o niczym, na razie trzeba uspokoić oddech... po kilku sek, dociera do człowieka ile mu zabrakło do tego upragnionego czarnego pasa... 3 pkt, 3 malutkie punkty, a może jednak kondycji, może techniki, obycia w walce...no cóż. Starcie 3 na jednego nigdy nie jest fer, ale nie można się poddawać... Dziś mi się nie udało, ale z uśmiechem na twarzy schodzę z maty. Wiem że dałem z siebie wszystko, pokazałem na co mnie stać, na pewno będę mnie mieli na uwadze następny razem... Teraz tylko myśl o gorącym prysznicu, grzanym piwie i do łózka. Ale nie tracę nadziei, wiem że w przyszłym tygodniu mam kolejne starcie. Kolejne punkty do zdobycia, kolejne doświadczenia, jeszcze dożo pracy przede mną... Tydzień na przygotowanie, to nie dużo, ale tydzień na poprawienie błędów, to mnóstwo czasu... Ciąg dalszy nastąpi... Pozdrawiam Tomasz.
Źródło informacji: Informacja własna
Autor: tomek__cz(o)o2.pl dnia: 22.10.2007 [22:15]
komentarze (5)
Strona: 1/1
1 Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|