Piątek, 5 grudnia 2008 Krystyny
Szukaj w Internecie
Szukaj w Polibuda.info
Polibuda.info » Kultura » Muzyka » Recenzje   
Drukuj
Metalfialia 2007 - relacja
5,00/10 głosów: 4 Oceń artykuł
Emblemat artykułu
11 grudnia Stodoła w ramach festiwalu Metalfilia 2007 na deskach stołecznej Stodoły pojawiły się zespoły niemal z całego globu. Byli reprezentanci Polski, Europy jak i również Ameryki(Północnej i Karaibów) czy Azji. Mnogość występujących jak i ich różnorodność mogła dostarczyć miłośnikom cięższej muzyki doskonałej rozrywki. No właśnie…mogła.

Zaraz po tym, gdy dowiedziałem się o planowanej trasie koncertowej Metalfilia 2007 z jednej strony ucieszyłem się bardzo, gdyż oznaczało to możliwość usłyszenia jednej z najbardziej obiecujących polskich grup metalowych ostatniego czasu – Virgin Snatch, z drugiej zaś odczuwałem pewien niepokój związany z samą koncepcją festiwalu.
Zobacz zdjęcia

W skład tegorocznej edycji oprócz wspomnianego wcześniej VS(które co prawda grało już na jednej scenie z Wielkimi muzyki metalowej, jednak zawsze jako support), wchodzą bowiem zespoły, które jakby na to nie patrzeć, nie są powszechnie rozpoznawane nawet wśród ludzi preferujących taki styl muzyki.

Pierwszym objawem tak dobranego składu imprezy była niska, a czasami wręcz tragicznie(!) niska frekwencja. Występy zaczęły od pochodzącego z Dominikany JLS, który występował praktycznie przy pustej sali (tej kameralnej na pierwszym piętrze Stodoły, niech ktoś przez przypadek nie pomyśli, że festiwal odbywał się na scenie głównej).Egzotyczne pochodzenia, ogromna broda gitarzysty czy kobieta na perkusji nie wystarczyły jednak , aby występ zapadł komukolwiek w pamięć. Po 3 dniach, gdy piszę tą relację zostało mi w głowie tylko tyle, że grali krótko, i niech to wystarczy za komentarz.

Jeszcze mniej ciepłych słów mogę skierować do zespołu None, występującego jako drugi w kolejności. Wynika to pewnie z tego, że mam obsesyjny wstręt przed metal-corem, a taki właśnie gatunek muzyki prezentują panowie z Bydgoszczy. Ograniczę zatem relację do stwierdzenia, że muzycy pokrzyczeli sobie i poskakali trochę ze sceny, kazali robić diabełki i…zeszli, na szczęście.

Pierwszym w miarę pozytywnym momentem festiwalu był występ japońskiego Metal Safari, który ku mojemu zdziwieniu zebrał pod sceną grupkę fanów(około 20-30 osób), która po raz pierwszy tego wieczoru dobrze się bawiła. Na szczególną uwagę zasługiwał wokalista, którego zachowanie sceniczne do złudzenia przypominało mi Rob’a Dukes’a z Exodus, a to chyba nawet komplement. Około 30 minut muzyki balansującej na pograniczach thrash-core może nie było najlepiej spędzonym czasem w moim życiu, jednak tym razem nie miałem ochoty uciekać z klubu, a to już wielki sukces.

Kolejnym zespołem był Mahavatar, grający już u nas w kraju wcześniej na Przystanku Woodstock. Muzyka, która zaproponowali amerykanie dość mocno odbiegała od tego co słyszeliśmy do tej pory. Zdecydowanie spokojniejsze melodie, ciekawsze i bardziej zróżnicowane kompozycje oraz całkiem ciekawe aranżacje instrumentalne nie spotkały się jednak z większym uznaniem warszawskiej widowni. Szkoda, gdyż moim zdaniem zespół jest naprawdę godzien głębszego zainteresowania. Potwierdza się zresztą to, co pisałem przy okazji innej relacji: przykre, iż zespoły, które nie produkują bezmyślnej ściany hałasu, tudzież (abstrahując od festiwalu) pseudo-operowych piosnek, mają małe szanse na przebicie się do gustów ludzi, szczególnie tych młodszych.

Kolejny zespół, i chyba pierwszy moment, w którym kameralnej salki stodoły nie można było przyrównać do pustelni. Rasta, bo o tym zespole mówię, zagrał wyśmienity koncert. Udało się po raz pierwszy nawiązać kontakt z publiką, która dość żywiołowo reagowała na poczynania muzyków. Białorusini deklarują, iż grają death metal, moim skromnym zdaniem są jednak zdecydowanie zbyt melodyjni, aby w prostej linii przypisać się do tego gatunku. Nie jest to oczywiście żaden zarzut, wręcz przeciwnie. Jakby nie klasyfikować, zdecydowanie najlepszy występ jak do tej pory, i jak się miało niebawem okazać, drugi tego wieczoru.


Jako przedostatni wystąpił polski Thy Disease. I znów mam problem co napisać, gdyż formacji tej wyjątkowo nie toleruję. Mógłbym spróbować napisać moje przemyślenia na temat, czy spódnica w której wystąpił wokalista była oby na pewno wygodna, tudzież skąd nauczył się tych fantastycznych ruchów scenicznych klawiszowiec zespołu, czy też nieudolne naśladowanie scenicznego stylu Behemotha jest przypadkowe czy nie. Po krótkim zastanowieniu zdecydowałem się jednak o tym nie pisać. Możliwe, że jestem zbyt surowy dla krakowian, gdyż nie da rady ukryć faktu, że w czasie ich występu całkiem spora(jak na ten festiwal oczywiście) grupka osób dobrze bawiła się pod sceną. Poprzestanę więc na tym co już napisałem.

Podsumujmy. Po około 4 godzinach muzyki zastanawiałem się, co ja właściwie jeszcze robię w Stodole. Kiepska muzyka i brak jakiegokolwiek koncertowego klimatu, przynajmniej jak dla mnie całkowicie dyskwalifikują przedsięwzięcie takie jak Metalfilia2007. Poważnie zacząłem się obawiać o występ Virgin Snatch. Nawet przez chwilę nie wątpiłem w potencjał drzemiący w krakowianach, jednak, aby odmienić ten tragikomiczny obraz wieczoru potrzebowali chyba dokonać cudu. I dokonali.

W czasie występu zebrali się chyba wszyscy obecni tego dnia w Stodole, efektem była ciasno wypełniona aż po same brzegi sala, pod sceną nikt nie stał, tak samo jak nikt nie żałował gardła, żeby tuż za wokalistą śpiewać teksty piosenek. VS dało rewelacyjny, pełen rock’n’rollowej energii koncert. Po twarzach muzyków widać było realne i nieudawane zadowolenie. Najlepiej pokazywał to Zielony(voc), który trzykrotnie rzucał się ze sceny na publiczność, a raz nawet dołączył do pogujących pod sceną. Czegoś takiego, mimo że na koncerty chodzę od wielu lat, jeszcze nie widziałem. Usłyszeliśmy większość utworów z ostatniej płyty zespołu: In the Name of Blood, i kilka z poprzedniej: Art Of Lying. I w tym elemencie chyba przeżyłem jedyny zawód. VS ma w najbliższych planach nagrywanie nowej płyty, szkoda, że podczas występu w Stodole nie usłyszeliśmy żadnej premierowej kompozycji. Żeby zamknąć kwestię setlisty, należy wspomnieć, że chyba po raz pierwszy w swoim istnieniu zespół zdecydował się wykonać na scenie balladę. ‘You Know Where’, bo o niej mowa, jak łatwo można się była specjalnie zadedykowana Vitkowi, zmarłemu niedawno perkusiście Decapitated.

Podsumowując: gdyby nie ostatni koncert, festiwal przynajmniej jak dla mnie byłby totalną klapą, stratą czasu o pieniądzach już nawet nie wspominając. Niska frekwencja jest tym bardziej smutna, iż jak na koncert metalowy Metalfilia2007 była naprawdę dobrze rozreklamowana. Na zakończenie pozwolę sobie tylko na takie małe życzenie-marzenie: aby za kilka lat, o ile zespół utrzyma prezentowany dzisiaj poziom, gdy ktoś w kraju czy przede wszystkim za granicą zapytany o polski zespół metalowy, oprócz standartowych Vader i Behemoth jednym tchem dopowiadał – Virgin Snatch.

Źródło informacji: Informacja własna
Oceń artykuł
5,00/10 głosów: 4
Autor: rjernat(o)polibuda.info dnia: 15.12.2007 [11:30]
Dodaj do: Dodaj do Google Bookmarks Dodaj do Wykop.pl Dodaj do del.icio.us Dodaj do gwar.pl


komentarze (0)

Twój komentarz może być pierwszy.

Dodaj nowy komentarz

Jesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.



Zwiększ wysokość pola Zmniejsz wysokość pola

(opcjonalnie)
8 + 9 plus siedem =
38.103.63.* - w takiej postaci pojawi się Twoje IP, gdy jesteś niezalogowany

* zabezpieczenie antyspamowe (dla niezalogowanych użytkowników)

Dodawanie komentarzy:
Użyj [http://www.polibuda.info] lub [http://www.polibuda.info|opis] przy wstawianiu odsyłaczy..
Tagi HTML są zablokowane.