Czwartek, 28 sierpnia 2008 Olka Patrycji Sobiesława
Szukaj w Internecie
Szukaj w Polibuda.info
Polibuda.info » Kultura » Muzyka » Recenzje   
Drukuj
Dinozaury w Warszawie!
Koncert The Rolling Stones - recenzja, a raczej - wrażenia
8,36/10 głosów: 81 Oceń artykuł
Emblemat artykułu
Koncerty The Rolling Stones zawsze stanowiły wielkie wydarzenie muzyczne w mieście oraz kraju, w którym się odbywały. Do tej pory gościli w Polsce dwa razy: 13 kwietnia 1967 zespół zagrał dwa koncerty na Sali Kongresowej w Warszawie, kiedy to jako gażę za występ chłopcy dostali na życzenie wagon wódki, oraz 15 sierpnia 1998 na Stadionie Śląskim w Chorzowie.


Dlatego też trudno dziwić się ogólnemu entuzjazmowi jaki opanował fanów kapeli na wieść, iż w planie, bodajże największej w 45 letniej historii zespołu, trasy promującej najnowszą płytę „A Bigger Bang” figuruje warszawskie Lotnisko Bemowo – 18 czerwca 2006. Entuzjazm równie wielki, jak rozczarowanie. Na sześć tygodni przed koncertem nasz teleexpresowy Maciek Orłoś zmroził krew w żyłach tysięcy fanów oznajmiając: „Legenda muzyki rockowej, zespół The Rolling Stones, na swojej tegorocznej trasie koncertowej ominie Polskę oraz pięć innych krajów, gdzie również zaplanowane były koncerty grupy.” Przyczyna? Ci czterej panowie w podeszłym wieku (każdy ma skończoną „sześćdziesiątkę”) jak się okazuje zachowują ekspresję oraz spontaniczność dwudziestolatków nie tylko w swoich tekstach, czy dajmy na to – podczas scenicznych harców, ale również np. na wakacjach. Czołowy gitarzysta zespołu Keith Richards rozbił poważnie głowę skacząc po palmach na Fiji...
Nadzieja wstąpiła w serca fanów kiedy to pod koniec roku 2006 informacja o „powtórce” części trasy w Europie obiegła media. Niestety potwierdzono informację o braku Polski na liście. Jednakże los lubi zaskakiwać – kiedy wszyscy już stracili nadzieję na koncert w naszym kraju podjęto decyzję wywołaną niespokojną sytuacją polityczną na Ukrainie: zamiast koncertu w Kijowie grupa zagra 25 lipca 2007 na terenie Torów Wyścigów Konnych na Służewcu w Warszawie!

Tak więc nadszedł wyczekany (dla wielu – najbardziej w życiu wyczekany) dzień. Zarówno jak przygotowania, oczekiwania, niespodzianki i zmiany w planach poprzedzające całe to Wydarzenie – tak samo cała oprawa była wyjątkowa. Przegigantyczna scena była największą z całej trasy koncertowej, wspaniałe światła, niesamowite efekty, dodatkowa mała, ruchoma scena, na której te cztery dinozaury „wjeżdżały” w głąb publiczności na 80 m., niespotykanie dobre nagłośnienie, fantastyczny repertuar... a atmosfera? ...

... koniec supportów, światła gasną, niedługie, trzydziestominutowe opóźnienie, robi się ciemno tak, że w czerni widać tylko czerwone świetliki cygar z loży VIPowskiej. Napięcie rośnie, w żołądku coś na kształt fuzji niepokoju, podniecenia i oczekiwania. Gdy wreszcie pośród mroku na scenie dostrzec można jakieś małe zamieszanie, milkną wszelkie usta, cisza aż piszczy w uszach, a to wrażenie potęguje świadomość, że wokół kilkadziesiąt tysięcy osób...
... ! I NAGLE ! EKSPLOZJA ! ŚWIATEŁ ! i ryk gitary Keitha Richardsa oślepia wszystkie umysły wpatrzone wszystkimi zmysłami w scenę, na której teraz widać czarny zarys trzech postaci, które od niemalże pół wieku kreślą po swojemu standardy muzycznej historii ROCKA, i nie tylko rocka, ale muzyki w ogóle, które nie bacząc na modę w telewizji, nurty na salonach i to, co się powinno, a czego nie, piszą swoją własną historię, która jest zarazem historią, póki co, dwóch pokoleń, przemian interpretacyjnych pięknego i zagadkowego słowa „WOLNOŚĆ”, kilku ancymonów i nicponi z Wysp Brytyjskich, którzy 42 lata temu zaczarowali całą planetę, swoim hymnem, który był głosem człowieka niegodzącego się na to co podaje mu ten świat, świat polityków, wojen, dyskryminacji, poniżeń, upodleń, świat wiecznego wyścigu do bycia najlepszym, świat pieniędzy, choć kto z nich mógł przypuszczać, iż na początku XXI wieku będą wciąż najlepiej zarabiającym podmiotem w biznesie muzycznym, któremu chcąc nie chcąc dali się pochłonąć w całości, ale który ich nie zmienił, nie złamał, bo to Oni dyktowali mu warunki, ze swoimi 140 mln. dolarów rocznie (2006 r.) pozostawiając innych daleko w tyle (drugie miejsce – U2 – 68 mln. dolarów), którzy... ale zaraz zaraz, hymn którym rozpoczynają każdy koncert już trwa, gitara od kilku sekund hipnotyzuje słuchaczy, dla których jednak ta chwila trwa wieczność, albowiem czekają na wokal, czekają na NIEGO, na tego czwartego, najbardziej pomarszczonego dinozaura, którego brzydota oblicza jest odwrotnie proporcjonalna do Piękna tekstów, do Piękna słów które wypluwają te paskudne usta, które zarówno kształtem jak i rozmiarem łatwo pomylić z dziurawą dętką koła rowerowego, jeżeli chodzi o szatę, natomiast jeżeli chodzi o kapłana, którego to nie ta szata zdobi, ma On moc taka, ze wszelka „ciemna strona mocy” truchleje, ze swoimi tekstami dodaje skrzydeł ludziom na całym globie, i który to teraz właśnie, nie wybiegając na scenę, jak wszyscy, lecz wychodząc swoim charakterystycznym, energicznym, pewnym siebie krokiem 20 latka, poruszając się w ten jedyny, jemu właściwy sposób, który na przestrzeni dziesiątek lat wywoływał skrajnie rożne reakcje publiczności (vi de spazmy pewnego bardzo znanego do dziś polskiego muzyka rockowego w '76 w Kongresowej, który jak Go zobaczył i usłyszał począł wrzeszczeć, szamotać się jak szamani w transie voo-doo i wyrywać krzesła, tak że milicja musiała go wywlec za nogi na zewnątrz, ażeby nieco ochłonął, a dodam ze obecności narkotyków w organizmie nie stwierdzono) wydobywa ze swych gadzich gardzieli dźwięk tak delikatny, docierający do naszych uszu w postaci zgłosek „... I can’t get no... SATISFACTION !!!! ...”, a który to głos największa ze znanych mi fanek Stonesów zwykła porównywać do, cytuję, „dźwięku przelewającego się, chłodnego, czystego mleka”.
ON. Obdarzony przez Królową brytyjskim tytułem szlacheckim 4 czerwca 2002 r. Sir Michael „Mick” Philip Jagger w doskonalej formie, z charakterystycznie wydętymi ustami, które stały się logo całej kapeli, a które teraz wyśpiewywują (nie, to zbyt przyziemne słowo), raczej prezentują nieziemskie możliwości swoich strun głosowych, bawiące się nimi, wydobywające Głos, którego nie powstydziłyby się najznamienitsze ze wszystkich muz Olimpu pląsających swym bogom na niebiańskich harfach, Głos którego brzmienie wibruje w uszach, a raczej w sercach dziesiątków tysięcy fanów, wyciskając łzy szczęścia u niemalże wszystkich obecnych, którzy potem, opisując na forach internetowych swoje wrażenia, nazwą te chwile nie bez przesady, najcudowniejszymi wrażeniami jakie można sobie w ogóle wyobrazić”; „najwspanialszymi momentami ich życia”; „szczęściem w czystej postaci”; „przepięknym wzruszeniem”...

Kto nie był może mieć jeszcze tylko nadzieję na ostatnią trasę, jaką tak wielki Zespół, o takiej Legendzie (choć tak naprawdę trudno ich do kogokolwiek porównać) zawsze gra – „na pożegnanie”.

Być może niejeden „dojrzały i poważny” człowiek powie, że to stek bzdur i głupoty tak podniecać się starymi ćpunami i oczywiście, może to powiedzieć. Ale nie zazdroszczę mu. Myślę, że czasem warto dać ponieść się takim emocjom, bo jak powiedział kiedyś pewien mądry człowiek: „Wolę wierzyć w krasnoludki niż w prąd elektryczny.” Wiecie, o co mi chodzi? „W świecie, w którym zdycha przy owacjach klakierów i grzmocie hejnałowych trąb tyle idei, lepiej wierzyć w bajki niż w skomputeryzowane obrabiarki człowieczeństwa, bo to nie odziera egzystencji z poezji.”* (*Waldemar Łysiak, Asfaltowy saloon”, Warszawa 1980, s. 139.)
Źródło informacji: Tekst autorski
Oceń artykuł
8,36/10 głosów: 81
Autor: bartosz g dnia: 09.02.2008 [21:00]
Dodaj do: Dodaj do Google Bookmarks Dodaj do Wykop.pl Dodaj do del.icio.us Dodaj do gwar.pl


komentarze (1)

Dinozaury w Warszawie!
paugar339@i... +odpowiedz skasujcie ten komentarz
18.02.2008 [18:22]
Moim zdaniem ta recenzja jest idealna, doskonała...zastanawiam się ile Bartosz g ma lat...i czym się zajmuje ponieważ ten tekst sprawia wrażenie pisanego przez profesjonalistę, a w każdym razie osobę elokwentną, oczytaną i posługującą się piórem bardzo swobodnie...panie Bartoszu-czekamy na więcej takich tekstów...!!!

Strona: 1/1
1 

Dodaj nowy komentarz

Jesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.



Zwiększ wysokość pola Zmniejsz wysokość pola

(opcjonalnie)
4 + 5 plus jeden =
38.103.63.* - w takiej postaci pojawi się Twoje IP, gdy jesteś niezalogowany

* zabezpieczenie antyspamowe (dla niezalogowanych użytkowników)

Dodawanie komentarzy:
Użyj [http://www.polibuda.info] lub [http://www.polibuda.info|opis] przy wstawianiu odsyłaczy..
Tagi HTML są zablokowane.
Brak otwartych konkursów