| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Muzyka » Recenzje
Solenizant tradycyjnie już wziął sobie na współpracownika zespół Hurt. Posunięcie wydawało się słuszne, wszak fani lubią, jak koncert trwa dłużej, niż byłby w stanie zagrać jeden zespół (może wyłączając Kult, oni grają koncerty o rząd wielkości dłuższe niż inni), poza tym zespoły się znają, wiedzą więc czego po sobie oczekiwać. Nieodgadniona – przynajmniej dla mnie – pozostaje nazwa kapeli, która weszła na scenę kilkanaście minut przed rozpoczęciem koncertu Hurtu i zagrała kilka utworów. Może to jakaś forma strojenia instrumentów, stosowana przez technicznych występujących tego wieczoru zespołów? W każdym razie zespół ów przywitały pustki na sali głównej... Sytuacja nie przedstawiała się bardziej różowo w pozostałych częściach Stodoły. Pomimo zamknięcia całej górnej części klubu, fanów obu zespołów było nadzwyczaj niewielu. Stacja metra bywa bardziej zatłoczona niż klub na początku opisywanego wieczoru. O ile około godziny 19 było to zrozumiałe, to już w momencie rozpoczynania koncertu o 20.30, budziło – przynajmniej we mnie – mieszane uczucia. Jak to, czy Habakuk nie ma fanów na tyle wiernych, żeby przyjść i dopingować zespół w czasie jego największego święta? Czy Hurt jest nieznaną nikomu kapelą podwórkową? Fotorelacja
Sytuacja nie zmieniła się diametralnie podczas występu pierwszego zespołu – pod sceną widać było dominację niewielkiej grupy przedstawicieli zdecydowanie młodszej generacji fanów muzyki rock-reggae (średnia wieku oscylowała w granicach przełomu gimnazjum i liceum). Starsze osobniki (w tym ja), wciąż nielicznie zgromadzone w sali głównej, zajęły miejsca na z góry upatrzonych pozycjach i spokojnie stały podrygując lekko w rytm muzyki. A ta była zresztą niezła – Hurt, w mojej opinii, o niebo lepiej radzi sobie w klimatach bliższych reggae. Swingujące gitary, elektryzujące brzmienie, nawet wokal brzmi wtedy lepiej – czyściej i bardziej zrozumiale. Tego wieczoru zespół dosyć długo przebywał w klimacie reaggowym, co wyszło całemu występowi na dobre. Mimo to prawdziwy „młyn” pod sceną zebrał się tylko w jednym momencie – podczas jedynego bisu - „Załogi G”, najszerzej znanego (może jeszcze oprócz „Serków dietetycznych”) utworu grupy. Tym mocnym akcentem Hurt zakończył występ i zaczęło się oczekiwanie na gwiazdę wieczoru. Która nie kazała na siebie długo czekać. Kiedy na scenę wkroczył Habakuk, jej okolice przeszły prawdziwą metamorfozę. Młodzież gimnazjalno-licealna ustąpiła w zdecydowanej większości, dając miejsce tym „starszym” - ludziom w wieku „studenckim”. Sala wypełniona była w znacznie większym stopniu niż podczas występu Hurtu. I wreszcie zaczęli grać... Świetnie, energetycznie, sprawnie przeskakując z materiałem z płyty do płyty. Do gustu szczególnie przypadł mi utwór „Miasto”, zagrany tym razem bez Muńka. Gości zresztą podczas tych urodzin nie dane nam było doświadczyć. Ani tortu, jakiś gromkich śpiewów... Odnoszę wrażenie, iż jedynym „urodzinowym” akcentem tego wieczoru były słowa wokalisty „dzięki, że przyszliście tutaj na nasze urodziny”... Absolutnie nie przekreśla to jakości koncertu – Habakuk był w świetnej formie, został też bardzo dobrze przyjęty przez publikę, która energicznie falowała w rytm muzyki płynącej ze sceny. Czegoś jednak zabrakło – aury wyjątkowości. I tak trochę mi przykro, że zespół tak zasłużony jak Habakuk miał taką „osiemnastkę”. Przecież taka impreza jest raz w życiu... komentarze (1)
Strona: 1/1
1 Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
Brak otwartych konkursów
|