| ||
|
|
Polibuda.info » Kultura » Kino » Recenzje
Ocena wyświetla się powyżej 3 głosów. Oddano:
0 Oceń artykuł
Rzecz dzieje się w Kalifornii w pierwszej połowie XX wieku. Daniel Plainview to z początku zwykły wydobywca ropy naftowej, który z czasem staje się bardzo bogatym i wpływowym nafciarzem. Właściwa akcja filmu rozpoczyna się od chwili, gdy przedsiębiorca dowiaduje się o nowym złożu ropy naftowej. Zakupuje ziemie, zatrudnia ludzi, buduje drogi i budynki potrzebne do wydobywania surowca. Wkrótce na nowej inwestycji zarabia wielkie pieniądze. To jednak jedyny sukces bohatera. Ma on bowiem coraz gorszy kontakt z synem, który pewnego dnia ulega poważnemu wypadkowi. Największą porażką Daniela Plainviewa jest jednak to, co dzieje się z jego duszą. Żyje ciągle w zakłamaniu, gdyż udaje przyjaciela miejscowej społeczności, którym wcale nie jest. Z tego powodu w sytuacjach nieoficjalnych łatwo ulega negatywnym emocjom. Najważniejsze są dla niego pieniądze, z powodu których stopniowo odrzuca kolejne normy moralne, nawet te, które wcześniej uważał za najistotniejsze. Przemiana wewnętrzna bohatera jest w filmie ukazana bardzo przekonująco i potrafi skłonić widza do głębokiej refleksji. Początek „Aż poleje się krew” jest trochę nudny. Nie wolno się jednak zniechęcać, ponieważ im dalej, tym robi się coraz ciekawiej Zakończenie, przynajmniej mnie, niezwykle zaskoczyło, ale jest ono fenomenalnym podsumowaniem filmu. Fabuła jak i dialogi zasługują na wielką pochwałę. Podoba mi się też mroczny nastrój, wiszący jakby ciągle w powietrzu. Od początku wiadomo, że „happy endu” tu nie będzie, ale odgadnąć, co się stanie, naprawdę nie sposób. Co ciekawe, w dziele Andersona odnajdujemy wiele humoru. Jednak nie tylko on śmieszy, ale chyba przede wszystkim wyostrza pesymistyczną wymowę filmu. Wbrew pozorom „Aż poleje się krew” nie jest drastyczne. Nie ma tu zbyt dużego rozlewu krwi, nie odpadają żadne ręce, nogi itp. Jest to natomiast kino ciężkie psychologicznie, gdyż dokładnie została przedstawiona psychika głównego bohatera, który stopniowo traci panowanie nad osobą, popadając na końcu w istny obłęd. Z pewnością bohater nie byłby tak wiarygodny gdyby nie występujący w jego roli Daniel Day-Lewis, który spisał się znakomicie. Według mnie, na drugim miejscu uplasowałby się Paul Dano, grający pewnego księdza obrządku Kościoła Trzeciego Objawienia (być może określenie ksiądz nie jest do końca trafne). Gra pozostałych aktorów już mnie raczej nie poruszyła. Koloryt epoki został wiernie oddany dzięki dobrej scenografii i przyzwoitym kostiumom. Bardzo mi się spodobała muzyka w filmie. W większości jest pozbawiona melodii, a ma głównie na celu stworzyć nastrój grozy i odciągnąć widza od przekonania, że wszystko dzieje się dobrze (takie wrażenie można by mieć mniej więcej do połowy filmu). Przepowiada ona też w pewien sposób przyszły tragizm. „Aż poleje się krew” to drugi film, w którym wykorzystano dzieło J. Brahmsa. Fragment jego koncertu skrzypcowego to jednak utwór wesoły, frywolny, stanowiący skrajny kontrast muzyki dominującej w filmie. „Aż poleje się krew” to kino dobre pod wieloma względami. Film trwa bardzo długo, ale nużyć może tylko na początku. Mnie wręcz zachwycił. Film mogliśmy zobaczyć dzięki uprzejmości: Banner
Źródło informacji: Informacja własna
Autor: Wojciech Straszewski dnia: 12.03.2008 [16:45]
komentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|