Niedziela, 7 września 2008 Marka Reginy Ryszarda
Szukaj w Internecie
Szukaj w Polibuda.info
Polibuda.info » Kultura » Muzyka » Recenzje   
Drukuj
Wielkanocny prezent dla melomanów
Ocena wyświetla się powyżej 3 głosów. Oddano: 0 Oceń artykuł
Emblemat artykułu
Właśnie minął XII festiwal Wielkanocny Ludwiga van Beethovena, w tym roku zatytułowany „Beethoven i jego Wiedeń”. Koncerty odbywały się głównie w Warszawie, ale zagrano też w kilku innych miastach w Polsce. Przyjechali wybitni artyści z różnych stron świata od Stanów Zjednoczonych po Chiny. Zapowiadała się więc wspaniała, wielka przygoda dla melomana, a dla fana innej muzyki znakomita okazja, żeby posłuchać na żywo dzieł wybitnych kompozytorów.

Z powodu zajęć na uczelni mogłem przyjść tylko na 4 koncerty organizowane w ramach festiwalu. Słowo „tylko” wielu czytelników pewnie zdziwi, ponieważ mogłoby się wydawać, że pójście do filharmonii czy Teatru Narodowego dużo kosztuje. Rzeczywiście, ceny biletów były dość wysokie, lecz wyjście na koncerty wielu studentom mógł zafundować Samorząd Studentów Politechniki Warszawskiej. Wystarczyło zgłosić się do pokoju 165 i odebrać wejściówkę, których było całkiem sporo. Wprawdzie nie gwarantowała ona miejsca na widowni, a tylko możliwość słuchania koncertu, jeżeli sala nie została zapełniona, ale jak się później okazało, zawsze znalazło się przynajmniej kilka wolnych miejsc. Skorzystałem z tej wspaniałej okazji i mogłem sobie pozwolić na wyjątkowo muzyczne półtora tygodnia.

Dla mnie festiwal rozpoczął koncert skrzypcowy D-dur Ludwiga van Beethovena. Hugh Wolff dyrygował Muncher Philharmoniker, zaś w roli głównej wystąpiła Vivane Hagner. Muszę przyznać, że skrzypaczka wykonała koncert znakomicie. Optymizm i pogoda ducha bijące z tego utworu wyczuwalne były też w grze artystki. Po dość łagodnym i melodyjnym koncercie Beethovena mogliśmy usłyszeć kompletnie kontrastującą z nim suitę „Ognisty Ptak” także pod batutą Hugo Wolffa i jego orkiestry. Myślę, że wykonawcy bezbłędnie wykonali dzieło Strawińskiego, lecz przyznaję, że muzyki tego rodzaju do końca nie rozumiem. Podobały mi się fragmenty pełne emocji, gdzie do głosy dochodziły kotły czy bęben wielki, mroczny początek smyczków, pozytywne, nieco patetyczne zakończenie, lecz chwilami trochę zacząłem się nudzić. Generalnie nie polecam utworów Strawińskiego dla tych, którzy chcieliby pójść na koncert muzyki poważnej, a nie znają jej jeszcze zbyt dobrze, gdyż nie ma tu tradycyjnych, przyjemnych dla ucha, tonacji, a przeważa fałszowanie. Poza muzyką zwróciłem uwagę na jeszcze jedno - cały pierwszy rząd był pusty i trochę żałowałem, że nie zasiadłem tam, żeby obserwować wykonawców z bliska.

Drugi koncert, na który poszedłem, był w przeciwieństwie do pierwszego kameralny. Występowały siostry Skride – pianistka Lauma i skrzypaczka Baiba. Na początek artystki wykonały spokojną i śpiewną sonatę Schuberta. Następnie zabrzmiała ta sama forma muzyczna, ale autorstwa Beethovena. W przeciwieństwie do pierwszego utworu sonata mistrza z Bohn była niezwykle energiczna i pełna radości, poza naturalnie środkową, bardziej melancholijną, częścią. Po przerwie Lauma zagrała samodzielnie „We mgle” Janacka, nastrojowy kilkuczęściowy utwór, w którym kompozytor odszedł już jednak od systemu dur-moll (najbardziej tradycyjnego systemu muzycznego). Ostatnia w repertuarze była I sonata Sznitke – zdecydowanie najostrzejszy, najbardziej ponury i najtrudniejszy w odbiorze utwór tamtego wieczoru. Po gromkich brawach publiczności artystki wykonały dzieło, którego nie poznałem, ale miałem wrażenie, że było ono impresją kompozytora związaną z muzyką ludową. Mimo ogromnej różnorodności repertuaru, wykonawczynie odnalazły się moim zdaniem w każdym utworze. Najbardziej spodobał mi się Beethoven, najmniej Sznitke, ale to była kwestia tylko mojego gustu, a nie wykonania Laumy i Baiby Skride.

W piątek 14 marca odbył się koncert symfoniczny, na którym wystąpiła Lahti Symphonic Orchestra pod batutą Osmo Vanski. Pierwsze Interludia z opery Vimeiset kiusaukset (Ostatnie pokusy) szczerze mówiąc nie przypadły mi zbytnio do gustu. Dla mnie była to muzyka dość podobna do Strawińskiego, z jednej strony wykonywana przez ogromną ilość instrumentów i bardzo emocjonalna, co uwielbiam, ale też wypadająca z systemu dur-moll i trudna do zrozumienia. Koncert skrzypcowy Sibeliusa jednak już mnie zachwycił. Wyczuwałem w nim samotność fińskiego lasu, o którym kiedyś wspominał kompozytor. Jeden z motywów pierwszej części zalicza się do powszechnie znanych fragmentów muzyki klasycznej. Tajemniczość, emocje, namiętności, delikatność, subtelność – to chyba określenia najlepiej pasujące do koncertu Sibeliusa. Pekka Kuusisto wspaniale wyraziła te „treści” swoją przepiękną grą na skrzypcach. Była to muzyka głęboko romantyczna. Po przerwie zaś mogliśmy wysłuchać II symfonii Beethovena. Wykonanie okazało się bardzo dynamiczne, żywiołowe, pełne napięcia, ale i radości, słowem takie…beethovenowskie. Druga, wolniejsza część zabrzmiała natomiast bardzo klasycznie, świetnie w swoim stylu, lecz mało sentymentalnie w porównaniu do innych spokojniejszych dzieł Beethovena. Podsumowując, muszę przyznać, iż Osmo Vanska i jego orkiestra dobrze zinterpretowali symfonię Beethovena, rozpalając bardziej ogień w sercu mężczyzn niż napełniając łzami oczy kobiet (kompozytor bardzo pragnął realizować w muzyce oba cele), ale więcej wzruszeń mógł przynieść zagrany wcześniej koncert Sibeliusa.

Tuż przed świętami Wielkanocnymi udało mi się pójść na jeszcze jeden koncert. Był to dzień, na który najbardziej czekałem. W repertuarze tamtego koncertu znalazła się bowiem jedna z symfonii Brucknera. Radiową orkiestrą symfoniczną z Berlina dyrygował Marek Janowski. W pierwszej części koncertu została zagrana ”Lieder eines fahrenden Gesellen” Mahlera. Śpiewała Anke Vondung ze wspaniałym wyczuciem i wdziękiem. Były to pieśni raczej spokojne, a jak na Mahlera wręcz bardzo delikatne. Druga część koncertu kontrastowała z pierwszą. Orkiestra wykonała VIII symfonię Brucknera. Piorunujący początek wciskał w fotel. Mroczne bądź pogodne partie smyczków, groźne wycie instrumentów dętych blaszanych, smutne zawodzenie lub nieco rozluźniająca gra fletów i klarnetów stanowiły wspaniałą mieszaninę barw dźwięków i emocji. Druga część symfonii była szybsza i raczej radosna. Kolejne Adagio cechowała wielka melancholia, chwilami przepiękna delikatność, ale też stopniowo rosnące napięcie wybuchające z typowo Brucknerowską siłą pod koniec. Finał symfonii trwał dla mnie trochę za długo, ale samo zakończenie zrobiło wielkie wrażenie. Wykonanie M. Janowskiego i berlińskiej symfonii było dla mnie jednak nieco gorsze niż nagranie pod batutą Herberta von Karajana. Czasami nie pasowało mi tempo, za słabo brzmiała harfa, a kilka razy za głośno tuba czy róg. Mimo drobnych mankamentów, koncert najbardziej mi się spodobał ze wszystkich. Potęga muzyki Brucknera, bo chyba to jest w niej najlepsze, brzmiała wspaniale na żywo. Marek Janowski odczuwał ją z pewnością i dobrze kierował orkiestrą, żeby wyrazić niezwykłą moc symfonii mistrza.

Wyjątkowo muzyczne półtora tygodnia było naprawdę czymś niezwykle przyjemnym. Szkoda, że miałem jakieś obowiązki związane z uczelnią, bo pewnie przyszedłbym na każdy koncert i zdałbym szerszą relację. Pani Elżbieta Penderecka dała nam wspaniały prezent, wprawdzie nie pod choinkę, a do koszyczka wielkanocnego, zaś Samorząd Studencki Politechniki Warszawskiej mógł wielu studentom go zafundować, za co chciałbym przynajmniej w swoim imieniu serdecznie podziękować.

Źródło informacji: Informacja własna
Oceń artykuł
Ocena wyświetla się powyżej 3 głosów. Oddano 0
Autor: Wojciech Straszewski dnia: 23.03.2008 [23:15]
Dodaj do: Dodaj do Google Bookmarks Dodaj do Wykop.pl Dodaj do del.icio.us Dodaj do gwar.pl


komentarze (0)

Twój komentarz może być pierwszy.

Dodaj nowy komentarz

Jesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.



Zwiększ wysokość pola Zmniejsz wysokość pola

(opcjonalnie)
9 + 3 plus dziewięć =
38.103.63.* - w takiej postaci pojawi się Twoje IP, gdy jesteś niezalogowany

* zabezpieczenie antyspamowe (dla niezalogowanych użytkowników)

Dodawanie komentarzy:
Użyj [http://www.polibuda.info] lub [http://www.polibuda.info|opis] przy wstawianiu odsyłaczy..
Tagi HTML są zablokowane.