| ||
|
|
Polibuda.info » Kultura » Kino » Recenzje
Ocena wyświetla się powyżej 3 głosów. Oddano:
3 Oceń artykuł
Na pierwszy rzut oka film wydaje się naprawdę wyjątkowy, taki artystyczny obraz zwykłego życia, czyli to, co reżyserzy niszowi kochają najbardziej. Jest też element zaskoczenia – niby spodziewamy się musicalu, czyli lukrowanych dziewczynek i przystojnych chłopczyków tańczących na dachu samochodu w strugach deszczu, gdy tymczasem owszem, dostajemy porządną dawkę muzyki wyśpiewywaną zgodnie przez parę głównych bohaterów i uzupełniającą płynnie ich historię, ale piosenki te zostają zubożone według mnie o oprawę wizualną, bez której wysłuchiwanie czterominutowej wstawki, gdy odgrywający pierwszoplanowe role Irlandczyk Glen Hansard i Czeszka Markéta Irglová grając na swoich instrumentach i śpiewając napisaną przez Guy'a piosenkę ukradkiem rzucają na siebie co jakiś czas wzrokiem, kojarzy się z oglądaniem nudnego teledysku, w którym co prawda reżyser miał jakiś pomysł, jakąś historię i sposób na jej pokazanie, ale niestety po drodze coś nie wyszło i w rezultacie otrzymujemy nieznośną dłużyznę. Analizując ten film miałam chwilami mieszane uczucia, ponieważ z jednej strony wiem, że czasami takie sceny na pierwszy rzut oka mogą się wydawać niepotrzebne i wymuszone, a z drugiej jest w nich coś takiego, co nie pozwala oderwać od nich oczu i po jakimś czasie widz z zaskoczeniem odkrywa, że każda sekunda tej sceny miała swoją wymowę. Z drugiej strony mimo tej świadomości nie mogłam niestety w scenach „śpiewanych” doszukać się uzasadnienia dla nieskrócenia piosenki lub nieumieszczenia dodatkowych scen, przesuniętych w czasie lub w przestrzeni, które wnosiłyby by do tego filmu coś więcej i dawały pole do popisu scenarzystom. Historia, którą niesie w sobie „Once” ma jedną zaletę: czuje się jej autentyczność. Tryb życia, środowisko bytowania czy wykonywane przez bohaterów zajęcia sugerują, że rzeczywiście film może dotyczyć osoby żyjącej gdzieś w pobliżu nas. Wybory, jakich podczas rozwoju akcji dokonuje para głównych postaci mogą się wydawać nieoczywiste, choć prawdopodobne, i mimo że zakończenie filmu nie jest typowym happy endem, to moim zdaniem czasami nie wystarczy samo odejście od konwencji by można było uważać produkcję za niezwykłą. Moim zdaniem film skierowany jest do osób, które od kina oczekują atmosfery, klimatu (tutaj akurat rzeczywiście nie mam nic do zarzucenia), być może niekiedy braku dosłowności (chociaż tu bym się spierała – plany chyba były, realizacja jednak pozostawia wiele do życzenia), które lubią wczuć się w świat głównych bohaterów także dzięki temu, że ich przeżycia nie wiążą się z niczym niecodziennym. Ogólnie rzecz biorąc nie mogę jednoznacznie polecić lub nie polecić tego filmu, po prostu – czuje się go lub nie. Ja niestety mam świadomość, że te 85 minut można było wykorzystać znacznie lepiej. Film obejrzany dzięki uprzejmości: Banner
Źródło informacji: Informacja własna
Autor: Marta Szczepańska dnia: 05.04.2008 [12:45]
komentarze (1)
Strona: 1/1
1 Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|