| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Kino » Recenzje
John Rambo ma być zwieńczeniem całej serii filmów o weteranie z Wietnamu. Bohater po ostatniej interwencji w Afganistanie wiedzie ciche, spokojne życie w Birmie, utrzymując się z wodnej przeprawy ludności. Kiedy pojawia się grupka misjonarzy ze Stanów, prosząc go o pomoc w przeprawie w zagrożone tereny, jedynym co słyszą od Rambo jest charakterystyczne: „Go home”. Jednak po wielokrotnych namowach ze strony młodej misjonarki, weteran daje się w końcu przekonać i niejako poddaje się jej woli. Nawet taki niewzruszony, oschły twardziel-zabijaka jak Rambo ulega hollywoodzkiej konwencji. Już w przeciągu pierwszych kilkunastu minut filmu John zmuszony jest do unicestwienia paru napotkanych piratów. Pozostawmy może każdemu do indywidualnej oceny bardzo wyraziste sceny batalistyczne, a skoncentrujmy się na dialogach. Jednym z tych, które pewnie szczególnie zapadły widzowi w pamięci, była reakcja młodej misjonarki na protesty swojej grupy co do kontynuowania podróży właśnie zaraz po tej rzezi. Kobieta ta pragnie przekonać wszystkich o sensie całego przedsięwzięcia. Teoretycznie musi być dogłębnie wstrząśnięta tym, co przed chwilą przeżyła, jednak wyraża się tak spójnie, wręcz literacko, a jej argumenty brzmią tak górnolotnie, że w oczywisty sposób nie pasują do tak dramatycznej sytuacji. Dlatego scena ta, mająca ukazać misjonarski zapał, ociera się o groteskę. Od samego Johna słyszymy niewiele, lecz gdy już wypowiada jakąś kwestię, są to z reguły dewizy życiowe typu: „Gdy jesteś w potrzasku, zabijanie staje się łatwiejsze od oddychania” albo „Lepiej zginąć dla jakiegoś celu, niż żyć nie mając żadnego”. Rambo nie jest wylewny w swoich sądach, lecz wyraz jego twarzy mówi sam za siebie. Jeżeli chodzi o zawartość „merytoryczną”, to nic się nie zmieniło w stosunku do poprzednich części. Rambo mimo podeszłego już wieku nadal jest w formie. Gdy dowiaduje się o późniejszym porwaniu misjonarzy, spieszy im na ratunek. Przy pomocy niewinnego łuku rozbija oddział zbrojnych żołnierzy, a pod koniec, uzbrojony w działko niszczy całe pułki. Mimo wszystko Rambo szokuje. Rozrywanie krtani gołymi rękoma, rozbryzgujące się na wszystkie strony ciało po wystrzale z działka z odległości kilkudziesięciu centymetrów, czy może latające wszędzie szczątki ludzkie, to nie to, co na ogół widzimy w filmach tego typu. John Rambo z całej serii zdecydowanie najmniej nadaje się do oglądania całą rodziną. Fabuła Johna Rambo jest płytka, przewidywalna, a reżyser nawet nie pokusił się o jakieś większe zawiłości. Może słusznie. Po co nam w takim filmie pseudo zwroty akcji, które z założenia skazane by były na salwę śmiechu. Przecież wszyscy wiemy o co tak naprawdę chodzi w tym filmie. Na koniec warto zadać sobie pytanie: Czy John Rambo wbrew pozorom i całej konwencji, w jakiej jest utrzymany, nie zawiera jednak jakiegoś realnego przesłania? W moim przekonaniu: Tak. Dobitność scen ukazujących cierpienia mieszkańców Birmy wywołuje u widza uczucie empatii i zwraca uwagę na problemy ucisku w krajach trzeciego świata. Jak widać, nawet taki płytki film może skłonić do głębszych refleksji, jakże pożądanych w dzisiejszych czasach. Film mogliśmy zobaczyć dzięki uprzejmości: Banner
Źródło informacji: Informacja własna
Autor: Pan Lebiedz dnia: 10.04.2008 [22:00]
komentarze (1)
Strona: 1/1
1 Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|