Piątek, 5 grudnia 2008 Krystyny
Szukaj w Internecie
Szukaj w Polibuda.info
Polibuda.info » Kultura » Teatr » Recenzje   
Drukuj
Problem kolaboracji w Teatrze Ateneum
Ocena wyświetla się powyżej 3 głosów. Oddano: 0 Oceń artykuł
Zdjęcie z strony internetowej Teatru
Zdjęcie z strony internetowej Teatru
Bohaterowie i kolaboranci to dwie skrajności bardzo często występujący obok siebie w wielu dziełach kultury dotyczących wojny. Pierwsi budzą zawsze naszą sympatię, podziw i są wzorem do naśladowania, zaś drudzy to najczęściej tchórze, żałośni karierowicze i zdrajcy, którzy zwykle kończą tragicznie. Problem zarówno bohaterstwa jak i kolaboracji nie musi być jednak ukazany w czarno-białych barwach. Przekonałem się o tym oglądając spektakl „Kolaboracja” w Teatrze Ateneum, w którym dużo dojrzalej, niż jesteśmy przyzwyczajeni, ukazano współpracę człowieka z systemem zła. Właściwie, nie jest nawet łatwo odpowiedzieć na pytanie, czy zachowanie głównego bohatera można określić mianem kolaboracji.

A tą główną postacią spektaklu jest Richard Strauss, wybitny kompozytor neoromantyczny. Poznajemy go już jako sędziwego, doświadczonego artystę żyjącego z żoną Pauliną w eleganckim domu w Austrii. Początkowo spektakl nie sprawia wrażenia, jakby miał poruszać jakieś poważne problemy moralne czy polityczne. Wydawałoby się, że to sztuka obyczajowa bądź urywek z biografii Richarda Straussa. Kompozytor przedstawiony zostaje jako człowiek dość ekscentryczny, całkiem zabawny, roztargniony i żyjący w świecie muzyki. Niebawem poznaje Stefana Zweiga – drugiego głównego bohatera spektaklu – wybitnego poetę i dramaturga, od którego Strauss bardzo pragnąłby, żeby napisał libretto do jego opery. Zweig jest kimś zupełnie inny niż kompozytor. To człowiek niezwykle wrażliwy, bardzo nieśmiały i skromny. Mimo dużej różnicy osobowości oraz wręcz chwilami trudności ze zrozumieniem siebie nawzajem, obaj artyści szybko zaprzyjaźniają się i przygotowują do stworzenia opery.

Zetknięcie dwóch niezwykłych postaci jest tematem nie tylko początku, ale pierwszej części spektaklu. Choć świat artystów zawsze mnie interesował i z przyjemnością obserwuję życie różnych twórców oraz poznaję ich skomplikowaną osobowość, wstęp trwał dla mnie nieco za długo. Nazwijmy to, „sielanka” dwóch artystów, chwilami zaczynała nużyć i dopiero tuż przed zakończeniem pierwszej części pojawiła się zapowiedź nadchodzącego koszmaru. Po przerwie sztuka uległa głębokiej zmianie. Stał się to poruszający dramat, jakiego spodziewałem się idąc na spektakl. Zweig w przeciwieństwie do Straussa doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż hitlerowcy prześladują Żydów, prawdopodobnie dlatego że poeta miał pochodzenie żydowskie. To zmusiło go do emigracji, która zdenerwowała Straussa i na którą sam nie zdecydował się nigdy. Kompozytor nie był wprawdzie Żydem w żadnej części, lecz hitlerowcy umieli go zaszantażować, żeby służył ich ideologii jako artysta. Jednocześnie jednak bohatera trudno uznać za zdrajcę i trzeba nawet przyznać, iż stać go było na wyrażanie swoich poglądów niezgodnych z ideologią nazistowską, a nawet inne zachowanie heroiczne. Z drugiej strony ze spektaklu dowiadujemy się o tym, jakie utwory muzyczne Strauss napisał dla hitlerowców. Myślę, że nie powinienem już więcej zdradzać fabuły. Nie będę też próbował oceniać bohatera, bo to chyba każdy widz powinien zrobić indywidualnie.

Gra aktorów w tym spektaklu niezwykle mnie zachwyciła. Krzysztof Gosztyła jako Richard Strauss był fenomenalny. Znakomicie zagrał także Sławomir Holland, występujący w roli Stefana Zweiga. Do pozostałych aktorów nie mam żadnych zastrzeżeń, byli bardzo dobrzy, lecz pozostali trochę w cieniu artystów grających głównych bohaterów dramatu. Scenografia wiernie oddawała dwudziestowieczny elegancki dom, w jakim mógł mieszkać Richard Strauss. Nie była zbytnio skomplikowana, ale przynajmniej ja nie oczekiwałem żadnych niezwykłych efektów wizualnych, bo nie o to w tej sztuce chodziło. Muszę jednak przyznać, że w „Kolaboracji” zabrakło mi trochę muzyki R. Straussa. Pojawił się chyba tylko jeden, najpopularniejszy utwór. Ponadto mogliśmy usłyszeć od czasu do czasu (wg mnie za rzadko) jakieś nieznane mi tematy muzyczne, ale jestem niemal na 100 % pewien, że nie były to utwory głównego bohatera.

Zastrzeżenie to wynika zapewne z mojego przywiązania do muzyki romantycznej, która dla mnie mogłaby towarzyszyć wszędzie, żeby tylko oddawała odpowiednio nastrój. „Kolaboracja” Tomasza Zygadło to bardzo dobry spektakl. Łączy tematy sztuki, historii, polityki i moralności. Polecam.

Źródło informacji: Informacja własna
Oceń artykuł
Ocena wyświetla się powyżej 3 głosów. Oddano 0
Autor: Wojciech Straszewski dnia: 16.04.2008 [23:45]
Dodaj do: Dodaj do Google Bookmarks Dodaj do Wykop.pl Dodaj do del.icio.us Dodaj do gwar.pl


komentarze (0)

Twój komentarz może być pierwszy.

Dodaj nowy komentarz

Jesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.



Zwiększ wysokość pola Zmniejsz wysokość pola

(opcjonalnie)
2 + 1 plus dziewięć =
38.103.63.* - w takiej postaci pojawi się Twoje IP, gdy jesteś niezalogowany

* zabezpieczenie antyspamowe (dla niezalogowanych użytkowników)

Dodawanie komentarzy:
Użyj [http://www.polibuda.info] lub [http://www.polibuda.info|opis] przy wstawianiu odsyłaczy..
Tagi HTML są zablokowane.