Drukuj

W

Jakim


Kierunku

Zmierzamy?



To oczywiste, że chcesz być bogaty i znany.
To naturalne.
Bogactwo i sława to pragnienie każdego.
Pytanie brzmi: co jesteś
w stanie dla tego poświęcić?"
- Konfucjusz

Zobacz KOMIKS o detektywie Maxie D.

Historia detektywa Maxa D.

Odcinek : 5

Ta stara rozmową o wszystkim i o niczym znudziła mnie bardzo szybko. Zostawiłem więc studenta Maxa i poszedłem się rozejrzeć. Zazwyczaj staram się nie zwracać na siebie uwagi, tym razem jednak nie musiałem się tym martwić. Będąc niewidzialnym mogłem bez zażenowania przyglądać się innym gościom. Moją uwagę zwróciła jedna z wielu twarzy w tłumie – zamazane wspomnienia, na wpół zapomniane rysy, a jednak, mimo wszystko ją rozpoznałem. Ten uśmiech, zupełnie jakby tylko on rozumiał powiedziany właśnie żart, mimo, że inni też się śmieją. To był mój sąsiad za czasów dzieciństwa, kolega z podwórka. Siedzieliśmy w jednej ławce w podstawówce... Jakoś nie potrafiłem sobie przypomnieć, jak miał na imię. Jego ojciec miał problemy z kasynami, a raczej, żeby być szczerym, kasyna miały problemy z nim. Lubił grać, stawiając więcej niż mógł sobie pozwolić. To właśnie długi zmusiły ich do przeprowadzki. Nie widziałem go od tamtej pory. Ciekawe, jak trafił do tego baru. Może teraz sam obstawiał zakłady sportowe?

Mecz zaczął się na dobre, na sali łatwo dostrzec było podział kibiców. Kiedy byłem jeszcze studentem brałem udział kilku bijatykach po meczach. Ciekawe, czy zanosiło się na jedną z nich.
Rozmawiałem z barmanem przy barze. Narzekał, że wojsko się o niego upomina. Szczerze mówiąc, ze wszystkich ludzi, których poznałem na studiach, właśnie z nim mam najlepszy kontakt - codziennie stołuję się u niego. Chociaż nie mogę powiedzieć, że to ta sama osobą, którą był, gdy się poznaliśmy. Wojna wszystkich zmienia.

Moją uwagę przyciągnęła drobna bijatyka: dwóch gości okładało się pięściami na środku sali. Jeden miał wyraźną przewagę, ale drugi miał dobrych przyjaciół, którzy natychmiast ruszyli z odsieczą. Na taką niesprawiedliwość nie mogli pozwolić znajomi pierwszego. Po chwili zrobiło się gorąco, co najmniej połowa obecnych zaangażowała się w bójkę. Mecz nikogo już nie interesował. W ruch poszło umeblowanie, kibice obu drużyn skoczyli sobie do gardeł. Zobaczyłem, że do studenta Maxa podchodzi jakiś nieznajomy ze zbitą butelką w dłoni. Miał niebieski szalik, ja siedziałem w „czerwonej strefie”, a to wystarczający powód dla niektórych. Nagle przypomniałem sobie tę noc.
Do dzisiaj mam blizny po tym tulipanie. Gdyby mi ktoś wtedy nie pomógł to mogłoby się wszystko skończyć o wiele gorzej. Usłyszałem krzyk barmana, a gdy się odwróciłem nieznajomy już uderzał. Miałem szczęście, że ktoś w porę zareagował, odtrącając butelkę. Cios trafił mnie w bok. Obserwując sytuację z boku nareszcie zobaczyłem, kto mi pomógł. Zgadniecie? Mój dawny przyjaciel! Szybko obezwładnił napastnika. Nie było to wielkim problemem, jeśli weźmiemy pod uwagę, ile tamten wcześniej wypił. Nie minęło parę minut, gdy do baru przyjechała policja. Zebrali wszystkich, którzy mogli jeszcze stać o własnych siłach w jednym miejscu, zrobili nam wspólne zdjęcie, spisali oświadczenia i puścili do domu. Reszta trafiła zapewne do Izby Wytrzeźwień – wszyscy wiemy, że policja nie lubi papierkowej roboty. Nikomu nic się nie stało, więc pewnie nawet nie złożyli raportu o bijatyce. Mój napastnik okazał się być pospolitym narkomanem, zabrali go na parę dni do aresztu. Okazało się, że niedługo potem przedawkował. Cóż, takie życie. Patrzyłem, jak Adam bierze mnie pod ramie, żeby zaprowadzić do domu. I wtedy po raz drugi ogarnęła mnie ciemność…