| ||
|
|
Polibuda.info » Kultura » Recenzje
Ocena wyświetla się powyżej 3 głosów. Oddano:
2 Oceń artykuł
Jawi mi się to pewną nieścisłością, jako że moim zdaniem to reżyser filmu - Juan Antonio Bayona zasługuje na większe zainteresowanie niż jego producent. To w końcu on pełni rolę swoistego medium łączącego świat swoich wewnętrznych spostrzeżeń i wizji z doświadczalną rzeczywistością w postaci realizowanych scen filmowych. Niczym pisarz, który wylewa cząstkę swojego „ja” na papier tak on odzwierciedla siebie w odpowiednich dialogach, scenografii, w stopniowo tworzonym klimacie filmu. Mniejsza jednak o to. Marketing jest budulcem dzisiejszego świata, nie można więc się czepiać każdego drobnego zabiegu zwiększającego rozgłos i sprzedaż. Chociaż w tym miejscu chciałbym pogratulować wszystkim specjalistom z tej dziedziny za ogromną kreatywność w wymyślaniu doskonałych idei, działających z nadzwyczaj dobrą skutecznością na potencjalnego widza. Mam na myśli odniesienia do filmów „Inni” i „Szósty zmysł”, które pojawiły się w reklamach „Sierocińca”, stawiając go nawet wyżej niż te, moim zdaniem, arcydzieła światowego formatu, trzymające w napięciu i niewiedzy do ostatniej sceny i szokujące nawet najbardziej przenikliwego mistrza łamigłówek. To głównie dzięki tym porównaniom zasiadłem w wygodnym fotelu nieklimatyzowanej sali kinowej oczekując, aż porwie mnie mroczna magia hiszpańsko-meksykańskiej kinematografii. Nie porwała… Nie mogę powiedzieć, że film był zły, bo potraktowałbym go zbyt ostro, jednakże nie wywołał we mnie takiej egzaltacji, na jaką się nastawiłem. Opowiadał on historię Laury, młodej kobiety wprowadzającej się wraz z mężem Carlosem i adoptowanym synem Simonem do nowego domu – sierocińca, w którym się kiedyś wychowywała. Tam rozpoczynają się kłopoty szczęśliwej dotychczas rodziny. Odwiedziny starszej pani, która okazuje się być dawną opiekunką tytułowego domu dziecka otwiera mityczną puszkę Pandory z niekonwencjonalnym szeregiem problemów. Simon zaczyna przyjaźnić się z dziećmi, których nikt inny nie widzi, a które jednak w pewien odczuwalny sposób dają znać o swoim istnieniu. W końcu bez ostrzeżenia znika, zostawiając pogrążonych w smutku rodziców, zdeterminowanych zrobić wszystko by go odnaleźć. Chociaż pomysł na film jest bardzo dobry, a wykonanie raczej nie powinno budzić zastrzeżeń to po jego obejrzeniu nie poczułem nadmiernej euforii, objawiającej się czasem w moim przypadku w postaci entuzjastycznego słowotoku. Wiedziony pokusą doświadczenia totalnego oszołomienia, omotany nadzieją odczuwania intensywnego napięcia w każdej minucie trwania widowiska, delikatnie przesadziłem z wysokością umieszczenia poprzeczki roszczeń. Tylko kilka razy zaparło mi dech w piersiach, rzadko też zmuszony byłem wstrzymywać bezwarunkowy okrzyk niepohamowanego strachu. Po tak głośnej kampanii reklamowej i obietnicach szczerze składanych na bilbordach częstotliwość tych biologicznych anomalii powinna co najmniej osiągnąć podwojoną wartość. Zabrakło mi kilku scen w środku filmu, które ożywiłyby akcję, wniosłyby coś nowego, jeszcze intensywniej zwodząc widza na manowce rozwiązania sformułowanej zagadki. Fascynujące oszołomienie, będące efektem wyjaśnienia rzeczywistej istoty filmowej tajemnicy, osiągnęłoby wtedy iście nietuzinkowy poziom, wynosząc film nie, jak dotąd, na wyżyny, ale na pokaźne wzniesienia w swojej kategorii gatunkowej.
Źródło informacji: Tekst autorski
Autor: Michał Pawłowski dnia: 16.06.2008 [21:00]
komentarze (1)
Strona: 1/1
1 Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |