| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Recenzje
W pierwszej części opowiada historię prowincjonalnego ucznia politechniki (znakomity Adam Sajnuk), który ocierając się o załamanie nerwowe i trwałe nadciśnienie tętnicze wkracza w paszczę lwa, w postaci przytulnego mieszkania surowej pani profesor (dobra, acz nieszałowa Agnieszka Czekierda). Tam, z niewinnością dziecka i uporem maniaka stara się zaliczyć egzamin, którego, podobno z powodów zdrowotnych, nie mógł podejmować w terminie. Zabawna wymiana zdań i wesoły wizerunek całej tej sytuacji wprawiał widza w urokliwy nastrój, nastrajał pozytywnie na dalszą, moim zdaniem lepszą część, w której aktorzy zamienili się pełnionymi rolami. Adam Sajnuk wcielił się w sędziwego profesora, z poczuciem misji spoczywającej na nim z racji piastowanej pozycji społecznej. Agnieszka Czekierda wykreowała natomiast postać lekko zarozumiałej i infantylnej „panienki z okienka", która opanowawszy już, w swoim mniemaniu, niemalże cały amalgamat wiedzy z najrozmaitszych dziedzin, myślała o zrobieniu doktoratu. Traf chciał, że profesor nie uwierzył jej na słowo i postanowił sprawdzić umiejętności uczennicy na prostych elementach arytmetyki, uderzając w jej piętę achillesową w postaci odejmowania. Sposób w jaki nauczyciel próbował tłumaczyć operowanie na różnicy, jego stopniowo narastające zniecierpliwienie przeradzające się w ogromną irytację, złość, a zatrzymujące się w końcu na krawędzi zwątpienia w sens nauczania bawił widzów do łez. W tej roli Sajnuk przechodził samego siebie. Doskonale pokazał zachowania starszego człowieka skupiając się nie tylko na takich szczegółach jak odpowiednia modulacja głosu, czy sylwetka, ale również na drżeniu rąk, czy typowym gubieniu rozpoczynanego wątku rozmowy. Wspaniale targały nim emocje, których prawdziwość głęboko zakorzeniała się w świadomości, zacierając myśl, że to tylko przedstawienie teatralne. ..................... Jest we mnie jednak jakaś hipokryzja. Mimo, iż opisując ten spektakl uśmiecham się do siebie na samą myśl o szalonym profesorze, a siedząc przed sceną nie wyróżniałem się zbytnio od reszty widowni tonąc w salwach (nieco mniej częstotliwych od przeciętnego widza) głośnych chichotów to w głębi duszy nie jestem zadowolony. „Nie rozumiem" - to myśl przewodnia tego wieczoru. Chylę czoła przed wszystkimi krytykami i znawcami sztuki teatralnej, także przed autorami zachęcającego i intrygującego tworu „paraboliczno-absurdalno-groteskowego", jak określono spektakl w jego promującym opisie, bo naprawdę nie odnajduję w nim tak poruszającej głębi, jakiej spodziewałem się doświadczyć. Pusty śmiech bez wzruszenia. Zwykła scenka bez morału. Tak odebrałem te przedstawienie, grane już ponad 700 razy, zbierające liczne nagrody od wybitnych krytyków i uznanych przedstawicieli świata kultury. Całe szczęście, że jestem tylko nic nie znaczącym widzem, że to nie ja ustalam kanony scenicznego piękna, bo wtedy Konsekwentni, mimo naprawdę wybitnej umiejętności odwzorowania różnych emocji przed publiką, nie otrzymaliby bukietów kwiatów po przedstawieniu. „Muszę się jeszcze ostro podszkolić" - może wtedy zrozumiem, czy dzisiaj o coś więcej niż błaha rozrywka chodziło... W kilku słowach: sztuka jest doskonałym urozmaiceniem dnia codziennego, dobrą rozrywką na poziomie, wesołym oderwaniem od szarości zwykłych problemów. Niestety tylko na poziomie zabawy się zatrzymuje i nie wkracza dalej w sferę metaforyki, która to moim zdaniem jest granicą oddzielającą teatr od kabaretu. W zależności od tego, czego się chce doświadczyć mogę ją gorąco polecić lub zdecydowanie odradzić. Decyduj sam. korpus
Źródło informacji: Tekst autorski
Autor: Michał Pawłowski dnia: 18.06.2008 [21:15]
komentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |