| ||
|
Polibuda.info » Sport i turystyka » Aktualności
Zgodnie z oczekiwaniami spotkanie na boisku bemowskiego OSiR było przede wszystkim meczem formacji defensywnych. Orły i Załoga w sezonie regularnym stracili najmniej punktów (odpowiednio 70 i 71 w siedmiu meczach) i to było widać na boisku. Obrońcy The Crew rzadko kiedy dawali rywalom zdobyć pierwsze próby, warszawiacy zaś do poważnej roboty brali się, gdy wrocławianie wchodzili na ich połowę. Nie brakowało im też szczęścia - w pierwszej kwarcie, gdy wydawało się, że przyłożenie dla The Crew jest pewne, najpierw zawodnik z piłką został zatrzymany dosłownie 2 centymetry przed strefą punktową Eagles, a w następnej zagrywce goście... stracili piłkę. Zobacz także
Pierwsze punkty spotkania padły w ostatnich sekundach drugiej kwarty. Rewelacyjny running back The Crew Jakub Płaczek (konsekwentnie przebijał się przez obronę gospodarzy, zaliczając ok. 200 jardów w całym meczu) znalazł wreszcie drogę do strefy punktowej Orłów, a Kamil Ruta podwyższył za jeden punkt. W drugiej części gry wciąż znakomicie grały formacje obronne, ale zaczęły się również pojawiać błędy formacji ataku: podania do rywali, czy też zgubione piłki. Obie drużyny nie ryzykowały wystawiania do gry kopaczy, próbując przenosić piłkę nawet w czwartych próbach, ale przyniosło to skutek zaledwie raz... ...czego efektem w ostateczności było decydujące o awansie do finału przyłożenie. W 4. próbie, mając do przejścia 6 jardów, Eagles zdecydowali się podjąć ryzyko. Wojciech Krzemień wypatrzył Jakuba Zdunia, który mimo asysty rywali złapał piłkę. Potem po biegu Adama Nawrockiego piłka trafiła na drugi jard przed strefą punktową The Crew, skąd w kolejnej zagrywce Piotr Osuchowski po biegu na zewnątrz wniósł ją do strefy punktowej. Najbardziej dramatyczna okazała się - wydawać by się mogło rutynowa - próba podwyższenia za jeden punkt. Wojciech Krzemień źle złapał nieudany snap i widząc, że nie zdąży ustawić piłki kopaczowi, wstał i rozejrzał się, do kogo może rzucić. - Kiedy zobaczyłem, że Wojtek nie ustawił tej piłki do kopnięcia, serce zaczęło mi tłuc jak oszalałe! - przyznał trener Eagles Ian Wilcock. - Przez chwilę pomyślałem: "O rany, przegramy ten mecz!", gdy nagle usłyszałem krzyk Zbyszka Smyczyńskiego: "Tutaj! Tutaj!" - mówił po meczu rozgrywający Eagles, pełniący również rolę zawodnika trzymającego piłkę podczas kopnięć do bramki. Skrzydłowy gospodarzy w gąszczu rywali zdołał wyskoczyć i złapać piłkę, a jego koledzy i kibice na trybunach oszaleli ze szczęścia. - W tak wyrównanym meczu trzeba umieć wykorzystywać takie sytuacje. Rywale zachowali się świetnie - komplementował to zagranie trener-koordynator The Crew Mark Grocholski. Czas do końca meczu upływał błyskawicznie, a desperacko usiłujący zbliżyć się w zasięg skutecznego kopnięcia goście najpierw zgubili piłkę, a potem, na ok. 20 sekund do przed końcem spotkania, zdenerwowany rozgrywający wrocławian Rafał Łysiak podał piłkę do obrońcy Eagles. Z meczu dwóch dotychczasowych mistrzów Polski w futbolu amerykańskim obronną ręką wyszli Warsaw Eagles. The Crew nie zdołają obronić tytułu z ubiegłego roku, a warszawiacy za dwa tygodnie staną przed szansą powrotu na szczyt. Warsaw Eagles - The Crew Wrocław 8:7 (0:0, 0:7, 0:0, 8:0)
Źródło informacji: Biuro prasowe PZFA
Autor: Łukasz Bezulski dnia: 05.10.2008 [09:45]
komentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|