
Balsam
Sylwerster 2005/2006 BALSAM przy ulicy
Racławickiej 99 w Warszawie przerósł
oczekiwania nasze jak również wielu
innych osób. Po kolei... Na wstępie 3
słowa: naciągacze, naciągacze,
naciągacze... Po przyjściu do lokalu
okazało się, że rezerwacja stołu na
6 osób zmieniła się w rezerwację na
osób 5 - stolik centralnie przy
wejściu do kibla. To punkt pierwszy
programu BALSAM. Sfrustrowani
postanowiliśmy zasięgnąć języka u
osoby podobno kompetentnej, okazał się
nią jakiś młody palant, który
powiedział tylko, cytuję: "TO NIE
HOTEL, ŻEBY BYŁY TU JAKIEŚ
REZERWACJE" - koniec cytatu. Jedyne
co nam oferował to dodatkowe krzesło,
którym najchętniej zdzieliłbym go w
łeb. Po chwili wymanewrowaliśmy dla
siebie stolik w salce obok, zamieniając
po prostu kartki z nazwiskami osób z
rezerwacji. To punkt drugi programu
BALSAM. Nie wiem ile osób bawiło się
tego wieczoru w tym przytułku, tak to
nazywam, bo tak też zostaliśmy
potraktowani, jak bezdomni, chociaż
bezdomni mogli pewno liczyć na więcej
za darmo, niż my za 150zł od łba.
Współczuję ludziom, którzy
zapłacili za wejściówki po 200zł.
KULMINACJA - SZWEDZKI STÓŁ. Brak mi
słów, żeby to opisać. Na początek
owoce południowe w programie: 3 banany,
6 mandarynek, kiść winogron - to na
stolik. Wspomnę, że gdzieniegdzie przy
stole siedziało po 9 osób. Wracając
do szwedzkiego stołu. Tragedia...
zostaliśmy potraktowani jak bydło, bo
jak dla bydła było wszystko rzucone...
dwie miski naczos, nie wiem jak to się
pisze :P, trochę samych oliwek, nie
wiem po jaki ch... i dwa sosy... serowy
i jakiś czerwony. Czekaliśmy poza tym
na obiecane programowo drinki i... nie
potrafię nawet określić ich smaku, bo
żadnych drinków nie widziałem.
Szwedzki stół - kolejna odsłona.
Panierowane coś, czyli ciepłe
przekąski w BALSAM... jakieś pieprzone
zawijasy, poza tym puste w środku,
okazały się żółtym serem w
panierce... ilość co kot napłakał. I
to tyle ze szwedzkiego stołu,
zdziwieni? Odebraliśmy śmierdzące
ubrania z szatni, czemu? Bo panowie
szatniarze palili papierosy przy
odzieży, którą przyjęli do
przechowania. Acha... brak
jakiegokolwiek śmietnika - a wszystko
spożywane w jednorazowych naczyniach,
takie tam tacki papierowe, plastykowe
miseczki... Szapman... DORATO to przy
nim MERCEDES. Krótko mówiąc
właściciele poszli po najniższej z
możliwych linii oporu i zastosowali
chwyt w rodzaju: JAK WAM SIĘ NIE PODOBA
TO WYPIERDALAĆ... Czujemy się
naciągnięci na imprezę, którą
mogliśmy spędzić w domu lub nawet na
świeżym powietrzu, i tak zrobimy za
rok. Więc przyjacielu, jeśli szukasz
wrażeń, chcesz się wkurwić, popsuć
sobie i znajomym humor - zapraszamy do
BALSAM - to chyba jedyne miejsce w
Warszawie gdzie jest to możliwe. PS.
Nie tylko sylwestra jak również
każdej innej imrezy w tym klubie,
jeśli można to coś tak nazwać - nie
polecamy, a nawet odradzamy. Strzeżcie
się tego miejsca. Z pozdrowieniami dla
właścicieli tego czegoś -
naciągnięci - oby tak dalej -
wszystkiego najgorszego w Nowym Roku
2006.