| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Muzyka » Recenzje
Titus
Kiedy tylko na oficjalnej stronie Acid Drinkers ukazała się informacja, że Kwasożłopy zagrają w Stodole, już wiedziałemm że nie może mnie tam zabraknąć. Miała to być trasa "Verses Of Steel Tour" promująca bardzo dobrze przyjęty najnowszy album Acidów. Nie bez znaczenia było też miejsce koncertu. Po tegorocznych warszawskich gigach w amfiteatrze Bemowo i Empiku, Acidów można było w końcu zobaczyć w klubie, co sprzyjało specyficznej atmosferze wydarzenia. Przed Acidami wystąpiły aż trzy supporty: Rootwater (jako gość specjalny), None oraz Freak. Te pierwsze dwie kapele dobrze wykonały swoją robotę rozgrzewając publiczność przed gwiazdą wieczoru. Od poziomu odbiegał nieco Freak, który sprawiał wrażenie, że nie ma pomysłu na swoją muzykę. Z minuty na minutę tłum gęstniał, Stodoła wypełniała się niemal po brzegi i coraz częściej słychać było okrzyki na cześć Acid Drinkers. Po ostatnim supporcie kilkanaście minut ustawiania sprzętu, nerwowe wyczekiwanie na legendę polskiego thrash metalu i w końcu jest... Król Lew! Chodzi oczywiście koncertowe intro Acidów, którym jest soundtrack z tej bajki. To były ostatnie chwile odpoczynku dla uszu będące zapowiedzią stuminutowej metalowej chłosty. Jak ktoś sie spodziewał tradycyjnego początku w stylu "Barmy Army" albo "Anybody Home?" nieźle się zdziwił. Na pierwszy ogień poszły utwory z "Verses Of Steel", po których Titi przywitał się z fanami: "Siemano Stodoła, k**** jak ja lubię tutaj być". Acidzi zagrali niemal całą nową płytę, która robi miażdżące wrażenie na żywo. Nie zabrakło też paru perełek, które nie są stałym punktem kwaśnej setlisty. Było "Megalopolis", "I Am The Mystic", "Too Many Cops" czy "Marian Is A Metal Guru". Prawdziwym zaskoczeniem, nawet dla acidowych weteranów, było "The End" The Doorsów. Co prawda był to tylko fragment, ale niesamowicie się komponował jako wstęp do "United Suicide Legion". Następnym coverem była skrócona, ale bardzo dobra, wersja "Another Brick In The Wall" Floydów. Ostatnim utworem był "Drug Dealer", jednak spragnieni wrażen fani domagali się jeszcze bisu. Na deser Acidzi zagrali "The Joker", po którym zapaliły się światła i puszczono "Always Look On The Bright Side Of Life". Byłem już na paru koncertach Acid Drinkers i muszę przyznać, że ten był wyjątkowy. Nie tylko ze względu na nietypowy zestaw utworów, ale także na świetną formę zespołu. Acidzi potwierdzili swoją silną pozycję na metalowej scenie i dali piekielnie mocny zastrzyk energii i rock'n'rolla.
Źródło informacji: Informacja własna
Autor: Maciej Fedorowicz dnia: 26.10.2008 [19:30]
komentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|