Wtorek, 2 grudnia 2008 Pauliny
Szukaj w Internecie
Szukaj w Polibuda.info
Polibuda.info » Aktualności » Wywiady   
Drukuj
Święto sportu w państwie totalitarnym
7,79/10 głosów: 29 Oceń artykuł
Emblemat artykułu
Igrzyska olimpijskie to chyba obecnie najważniejsza impreza sportowa na świecie. Jej początki sięgają starożytnej Grecji, a ściśle mówiąc, najprawdopodobniej roku 776 r. przed naszą erą. Po upadku imperium greckiego o igrzyskach zapomniano aż do 1896 r., gdy przywrócono tę imprezę. Starożytne igrzyska olimpijskie w swoim założeniu miały łączyć greckie państwa-miasta. Przerywano wówczas wszelkie konflikty i wojny i wspólnie przeżywano wielką sportową, narodową uroczystość . W epoce nowożytnej igrzyska olimpijskie także miały łączyć – tym razem narody z całego świata - i stanowić swego rodzaju święto pokoju. Czy na pewno wszystko tak ładnie wygląda?

Latem 1936 r. do Berlina przyjechali sportowcy z różnych krajów. Pojawiły się też ekipy telewizyjne, które pierwszy raz w historii transmitowały zmagania sportowców na żywo. Płomienną mowę na otwarcie igrzysk olimpijskich wygłosił sam przywódca III Rzeszy Adolf Hitler. Nawoływania do antysemityzmu może nie było, ale podkreślanie potęgi państwa i wyższości narodu niemieckiego stało się głównym tematem przemówienia. Spektakularne igrzyska olimpijskie w Berlinie przeszły do historii jako jedne z najciekawszych, a naziści osiągnęli niewątpliwie wielki sukces.

Trzy lata później, organizatorzy ogólnonarodowej imprezy sportowej, święta spokoju, rozpoczęli podbój Europy. Przekonani o bezsilności państw zachodnich, które nie sprzeciwiały się bestialskim praktykom III Rzeszy, napadli na terytorium Polski. Jak się okazało, Adolf Hitler słusznie nie obawiał się interwencji sojuszników naszego państwa. Mimo że wkrótce po napaści hitlerowców na ziemie polskie alianci wypowiedzieli wojnę III Rzeszy, nie przystąpili faktycznie do niej. Niewielki francuski oddział po przekroczeniu granicy francusko-niemieckiej szybko się wycofał. Anglicy zaś tylko skierowali swoje lotnictwo na Berlin, by zrzucało ulotki nawołujące do zaprzestania przez Niemców działań wojennych.

Tak naprawdę, naziści wcale nie powinni zaskoczyć atakiem na Polskę we wrześniu 1939 r. W gruncie rzeczy, przerażające zbrodnie w czasie II wojny światowej nie były dla hitlerowców czymś nowym. Wówczas rzeczywiście eksterminacja Żydów, jak i zabijanie ludzi innych narodowości, zwłaszcza słowiańskich, przybrały wielką skalę, lecz pierwsze obozy koncentracyjne powstały już tuż po objęciu władzy przez Adolfa Hitlera. W tym samym czasie wymordowano przeciwników politycznych, nasiliły się prześladowania nie tylko Żydów, ale też ludzi upośledzonych, niepełnosprawnych i homoseksualistów. Dyskryminacja wszystkich, według zbrodniczej ideologii, „podludzi” trwała nieprzerwanie do upadku Trzeciej Rzeszy, o czym państwa zachodnie doskonale wiedziały. W czasie olimpiady stworzono jedynie pozory poprawy sytuacji, które zagranicznym politykom wystarczały w zupełności.

Mogłoby się wydawać, że opisane przeze mnie wydarzenia to już zamierzchła przeszłość, z której państwa zachodnie wyciągnęły dawno konieczne wnioski. Okazuje się jednak, że tak nie jest. Myślę, że wojna światowa nam w najbliższej przyszłości nie grozi, lecz dzisiejsza sytuacja jest dość podobna. Przekonałem się o tym, rozmawiając z dr Jackiem Starzyńskim, adiunktem Politechniki Warszawskiej, związanym z Helsińską Fundacją Praw Człowieka.




Czy według Pana ludzie w pewnych okolicznościach zasługują na karę śmierci?

Nie wiem, trudno powiedzieć. Nie jestem zwolennikiem stosowania kary śmierci. Uważam, że społeczeństwo jest w stanie sobie poradzić przez stałe odizolowanie przestępców, czyli wielokrotne dożywocie bez prawa ułaskawienia powinno wystarczyć. Dla mnie podstawowym problemem przy wykonywaniu kary śmierci jest to, że zdarzają się pomyłki sądowe. Wystarczy jedna taka pomyłka i uśmiercenie niesprawiedliwe człowieka, żeby stwierdzić, że kary śmierci nie należy wykonywać.

Mimo działalności organizacji broniących praw człowieka, a także mimo nauczania Jana Pawła II, na świecie wciąż w wielu regionach obowiązuje kara śmierci. Nie mówię tylko o pewnych państwach gorzej rozwiniętych, bo przecież kara śmierci jest zalegalizowana w niektórych stanach w USA. Jak pan myśli, dlaczego?

Myślę, że z wielu względów. Istotnym powodem jest tradycja. Ludzie są przyzwyczajeni, żeby pewne problemy rozwiązywać radykalnie, także w prawie. Z tego względu karę śmierci kiedyś wprowadzono i nie zdecydowano się jej wycofać. Kara śmierci wydaje się wielu ludziom jedyną sprawiedliwą odpłatą za pewne czyny. Na pewno trudno polemizować w takich sprawach z na przykład rodzinami ofiar przestępstw. Wiele osób wierzy też w odstraszające działanie tej kary. Natomiast czy ona powinna istnieć czy nie to jest moim zdaniem trochę osobny problem od problemu olimpiady i Chin. Niewątpliwie, jeżeli dopuścimy możliwość istnienia pomyłek sądowych, to w tym momencie mamy poważny argument na rzecz niestosowania kary śmierci, a jeżeli jeszcze dopuścimy system, który jest w stanie zasądzić tą karę za nie tylko błahe, ale często wręcz sfingowane przewinienia, to wtedy odpowiedź jest tylko jedna – że karę śmierci należy potępić w takich systemach.

O błahych powodach, dla których giną ludzie w Chinach, możemy dowiedzieć się z Pańskiej strony internetowej – podobno kara śmierci jest zasądzana za "nielegalne przeprowadzanie ludzi przez granicę", fałszowanie pieniędzy, "nieprawidłową grę na giełdzie papierów wartościowych", oszustwa finansowe, "chuligaństwo". Możemy też przeczytać, iż wyroki śmierci są obserwowane przez przymuszonych widzów. Czy chodzi o zastraszanie ewentualnych przeciwników komunistycznego reżimu? Bo chyba nikt nie zgodzi się z tym, że kara śmierci jest adekwatna do takich przestępstw...

Myślę, że młodym ludziom może być trochę trudno zrozumieć Chiny. Absolutnie to nie jest kraj, jak współczesna Polska. Ja jestem na tyle stary, że funkcjonowałem w rzeczywistości PRL-u i być może przez to jestem w stanie sobie lepiej wyobrazić, co to jest władza, która czuje się bezkarna, a w Chinach władza czuje się bezkarna. Takie pojęcia, jak korupcja, sterowanie prokuraturą czy sądami są na porządku dziennym. Życie ludzkie w Chinach nie ma wielkiej wartości, a w szczególności nie ma ono znaczenia dla władzy. Ta władza jest w stanie spokojnie mordować niewyobrażalne dla nas ilości ludzi, a przecież każde życie ludzkie jest cenną wartością i w takim kontekście ciężko jest pojąć tamten system. Trzeba by pojechać, popatrzeć jak ludzie tam żyją, dość sporo poczytać, czym jest reżim komunistyczny w wydaniu chińskim, żeby zrozumieć, że sądownictwo chińskie oraz aparat policji i prokuratury nie służy żadnej sprawiedliwości, służy utrzymaniu władzy i gromadzeniu wpływów. Tam były nawet takie sytuacje głośne w Polsce. Swego czasu Polska udzieliła schronienia małżeństwu Mongołów, mieszkających wcześniej w Mongolii Wewnętrznej, które uciekło z Chin zagrożone karą śmierci. Ci ludzie prowadzili firmę, dosyć dużą nawet jak na warunki chińskie, a na polskie bardzo dużą. To były prywatne linie lotnicze. Ktoś stwierdził, że funkcjonują na tyle dobrze, że warto by je przejąć dla jakiegoś pociotka. Sfingowano więc zarzuty o charakterze politycznym, szpiegowskim i ewidentnie groziła im kara śmierci za czyn, którego nie popełnili. I takie przypadki są na porządku dziennym.

Słyszałem, że gdy w 2001 r. przyznano Pekinowi organizację letnich igrzysk olimpijskich, zaapelowano do Chin o to, żeby prawa człowieka były respektowane. Czy coś się zmieniło od tamtego czasu?

Moim zdaniem zasadniczo nic się nie zmieniło. Chiny może starają się zrobić na zewnątrz trochę lepsze wrażenie, więc pewne sprawy są zapewne wyciszane, ale jestem przekonany na podstawie wiadomości, które śledzę głównie z niezależnych agencji informacyjnych, ze śledztw Amnesty International, kwitną takie rzeczy jak obozy pracy, na które można zostać skazanym w wyniku nie decyzji sądu, ale decyzji administracyjnej bez prawa do obrony. Wiadomo, że funkcjonuje tam w dalszym ciągu handel organami ludzkimi i duża część tych organów, można podejrzewać, że pochodzi od ludzi skazanych na karę śmierci. Jakościowo tam się nie zmienia nic. Można zaobserwować, że jednak zmienia się świadomość społeczna Chińczyków i coraz więcej jest tam protestów, które władza często bardzo brutalnie tłumi. Na tyle tych protestów jest dużo, że informacje o nich przedostają się do opinii publicznej. Ludzie tam zaczynają się burzyć, ale na pewno nie pomaga temu wspieranie Chin wszelkimi akcjami, np. „pozwólmy im zorganizować to i owo, żeby pokazać, że jednak są cywilizowani”. Oni chętnie pokażą, że są cywilizowani, ale absolutnie to nie zmienia faktu, że cywilizowani w naszym rozumieniu tego słowa nie są.

Czy wg Pana apel o zmiany był zbyt słaby czy po prostu nie da się wywrzeć presji na Chiny, żeby zmieniły swoje nieludzkie prawo?

Apelem na pewno nie da się wpłynąć. Ja jestem sceptykiem. Swego czasu wydawało mi się, że jest możliwa ewolucja Chin w kierunku państwa bardziej demokratycznego – to głównie dotyczyło okresu przełomu lat 80 i 90, kiedy wydawało się, że jest tam szansa na pewną odwilż, w związku z przyznaniem nagrody Nobla Dalajlamie, że to jakoś zmusi Chińczyków do zmiany polityki. Wierzyłem też, że świat demokratyczny nie będzie tolerował tego, żeby Chińczycy robili swoje. Okazało się przez te lata, że jednak gospodarka jest ważniejsza, pieniądze są ważniejsze i cóż mogą te apele dać? Jest wiele krajów, które niby potępiają Chiny, ale z drugiej strony handlują z nimi i lokują duże inwestycje w Chinach i te pieniądze się liczą. Patrząc zupełnie pragmatycznie, to myślę, że to ma krótkie nogi w tym sensie, że Chińczycy już są potęgą, z którą faktycznie się muszą liczyć wszyscy, a za kilka lat zechcą konsumować swą mocarstwową pozycję. Myślę, że takim pierwszym zwiastunem będzie ich agresja na Tajwan, którą w perspektywie kilku lat przeprowadzą. Zaanektują Tajwan, a Stany Zjednoczone nie będą w stanie im w tym przeszkodzić. Później nagle wszyscy obudzą się z ręką w nocniku, bo okaże się, że światem rządzą nie Stany Zjednoczone, ale Chiny.

Co proponuje Helsińska Fundacja Praw Człowieka?

Szczerze mówiąc, nie reprezentuję oficjalnego stanowiska Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i nie chcę się wypowiadać w jej imieniu. Pracuję tam na etacie informatyka i nie włączam się zawodowo w jej decyzje. Uważam, że nigdy nie jest za późno, żeby protestować. Duża odpowiedzialność spoczywa na sportowcach. A sportowcy tej odpowiedzialności moralnej nie sprostają. Dla nich ważniejsze będą medale i własna kariera niż samopoczucie ludzi w dalekich Chinach, ludzi, których nie znamy. Może tam kogoś mordują, może są jakieś umieralnie dla sierot, są jakieś represje dla Tybetańczyków, ale nikogo to nie obchodzi, jeśli ma w perspektywie kilku najbliższych lat wysokie zarobki.

Czy oczekiwałby Pan od sportowców, żeby nie jechali na igrzyska olimpijskie w Pekinie?

Wydaje mi się, że nie powinni. Człowiek, dla którego ważne są, nazwijmy to trochę górnolotnie, imponderabilia moralne, nie powinien się w coś takiego pakować. Widziałem kilka tygodni temu zawody przedolimpijskie w Chinach. Tam była grupa polskich pływaków. Jeden z nich relacjonował pobyt. Opowiadał, jakie wspaniałe obiekty sportowe tam wybudowano, ale miał zarzuty pod adresem organizatorów, którzy wprowadzali tam, cokolwiek jego zdaniem niepotrzebny, wojskowy dryl. Nie wolno było nawet wstać bez pozwolenia. Myślę, że jest to młody, naiwny człowiek, który nie rozumie, że to nie Chińczycy nauczą się funkcjonować tak, jak funkcjonuje np. organizacja zawodów sportowych na Zachodzie. Oni na pewno zmuszą się do tego w okresie olimpiady, żeby ładnie wyglądać. Ale jeżeli pozwolimy im realizować to, co realizują, to za kilka lat ten młody zawodnik albo jego następcy będą musieli się nauczyć wstawać na rozkaz. Jeżeli się tego nie nauczą, to będzie im ciężko w życiu.

Ja może opowiem pewną anegdotę. Byłem kilka lat temu na konferencji w Chinach. Pojechałem, bo stwierdziłem, że oprócz tego, że czytam o nich wiele i interesuję się nimi, chciałem zobaczyć, jak to na miejscu wygląda. W ramach tej konferencji było wyjście do teatru. Oczywiście uczestnicy konferencji nie byli w stanie całego teatru wypełnić, więc „zaproszono” do tego teatru także chińskich studentów z uczelni, która organizowała tę konferencję. Ci studenci zostali wprowadzeni na tę salę przed ludźmi z konferencji. W momencie, kiedy my wchodziliśmy tam, studenci wstali jak na rozkaz, chociaż podejrzewam, że żadnego formalnie rozkazu nie było, ale im powiedziano, że jak pierwsi uczestnicy wejdą, mają wstać i klaskać. To było dla ludzi z Zachodu, także z Polski, która stała się tą częścią Zachodu, po prostu szokiem, że ci młodzi ludzie są tak doskonale wytresowani. Klaskali dopóki wszyscy uczestnicy konferencji nie weszli. Po przedstawieniu wszyscy z nich wstali i zaczęli wychodzić, a studenci grzecznie siedzieli na swoich miejscach dopóki myśmy nie opuścili sali, żeby nam nie przeszkadzać w wyjściu. My później wyszliśmy przez hol na plac przed teatrem, gdzie czekaliśmy na autokary. Studenci wyszli też, ale tylko do tego holu. Kilka osób próbowało chyba wyjść z tego holu teatru, bo reszta grzecznie stała przy szybie i patrzyła się na nas, ale jeden z organizatorów konferencji, zapewne pracownik naukowy, podbiegł do tych drzwi, gdzie oni zaczęli wychodzić. Zamachał rękoma, na co oni wszyscy grzecznie wrócili i ustawili się w kolejce czekając, aż my odjedziemy i będą mogli wyjść z teatru. Jeżeli człowiek ma kontakt ze studentami, widzi jak tu funkcjonują, to jest niewyobrażalne. Gdybyście państwo mogli doświadczyć takiego traktowania, jak są traktowani ci studenci, to byście głośno krzyczeli, że was się maltretuje.

I pomyśleć, że polscy studenci czasami narzekają…

Moja żona czasami jedzie do Chin i jest przyjmowana i goszczona przez chińskich profesorów. Czasami trzeba pomóc jej w przejściu po mieście czy w wykonaniu jakiejś czynności, która wymaga znajomości języka chińskiego, to wtedy pomagają jej chińscy studenci. Kiedy ci chińscy profesorowie przyjeżdżają do Polski, żona mówi, że często prosi swoich studentów o pomoc w podobnych sytuacjach. W rozmowach z chińskimi kolegami wywnioskowała, że zupełnie nie rozumieją, dlaczego wykładowca musi prosić o coś studenta. Oni nie proszą o nic, oni wydają polecenia, a student musi te polecenia wykonywać. To jest być może kwestia mentalności, ale w jakiś sposób obrazuje jak wyglądają stosunki w chińskim społeczeństwie.

Według Pana „Przyznanie Chinom organizacji Igrzysk Olimpijskich 2008 to jeszcze większy skandal, niż organizacja Olimpiad w 1936 roku przez III Rzeszę i w 1980 roku przez Związek Radziecki.” Czy system polityczny jak i traktowanie ludzi jest porównywalne w Chinach oraz w największych totalitarnych państwach w historii ludzkości, za jakie chyba można uznać ZSRR i III Rzeszę?

Jak najbardziej. Ja bym zaryzykował stwierdzenie, że w Chinach jest gorzej, o ile można w ogóle wartościować traktowanie ludzi. W Chinach ludzie widzą modernizujący się Szanghaj, nowe drogi w Pekinie i rzeczywiście, to wszystko jest, ale równocześnie są umieralnie dla niemowląt, obozy pracy, ogromne rejony wiejskie, gdzie ludzie żyją bardzo biednie na skraju śmierci głodowej, których nie mogą opuścić. Warunki pracy na budowach, w firmach są dla nas niewyobrażalne. Naprawdę trzeba mieć pecha, żeby urodzić się Chińczykiem, a tego pecha ma jedna czwarta ludzkości.

Załóżmy teraz najgorszy scenariusz. Prawo w Chinach nie ulega zmianom, kara śmierci za drobne bądź sfingowane przewinienia dalej obowiązuje i igrzyska się odbywają. Jakie będą dalsze konsekwencje? Czy Chiny, przekonane o obojętności zachodnich mocarstw, mogą zagrażać pokojowi na świecie jak III Rzesza? Czy sytuacja jest trochę inna, ale coś innego, złego może z niej wyniknąć?

Ja nie sądzę, żeby Chiny potrzebowały zagrażać pokojowi na świecie. Chiny jako państwo od setek lat realizują znacznie prostszy scenariusz. Oni po prostu, mówiąc lapidarnie, pchają się wszędzie. Ten problem występuje aktualnie w Mongolii, która pod rządami komunistów była państwem bardzo satelickim, infiltrowanym, zasiedlanym przez Rosjan. To miało charakter przejściowy w tym sensie, że kiedy skończyła się epoka komunizmu, Rosjanie stamtąd wyjechali. Teraz do Mongolii przyjeżdżają Chińczycy i ponieważ Mongołów jest stosunkowo niedużo, niedługo Chińczyków będzie więcej. Oni prowadzili tę politykę w Mongolii Wewnętrznej, w Mandżurii, w Turkiestanie Wschodnim, prowadzili i prowadzą w Tybecie. Po prostu dokonują aneksji przyległych terytoriów przez stwarzanie większości. Natomiast, jeżeli chodzi o świat, to myślę, że im po prostu nie będzie potrzebna wojna. Oni będą państwem na tyle silnym gospodarczo, że będą w stanie realizować swoje cele. Zresztą widać, że już to robią w Afryce czy w Azji Środkowej, gdzie ich znaczenie jeszcze 10 lat temu było nie do wyobrażenia, a teraz jest ogromne. Proszę zwrócić uwagę na to, dlaczego Steven Spielberg zrezygnował z pracy w komitecie organizacyjnym igrzysk. Powiedział, że Chińczycy nic nie zrobili dla rozwiązania problemu w Darfurze. Ludzie przeszli do porządku dziennego nie zadając sobie pytania, co Chińczycy robią w Darfurze, przecież Darfur leży w Afryce. Otóż Chińczycy w Afryce robią bardzo dużo i okaże się, że wzrosną ich wpływy na tym kontynencie, który jest na te wpływy podatny, bo Afrykańczycy nie mają problemów z przyjęciem, nazwijmy to, pomocy czy współpracy gospodarczej z Chińczykami w przeciwieństwie do Europejczyków, którzy kolonizowali Afrykę i w związku z tym tam jest niechęć do białych, a do Chińczyków tego nie ma. Myślę, że zdobędą oni takie wpływy, że będą rzeczywiście numerem jeden. Na razie Amerykanie chyba nie zdają sobie z tego sprawy, chociaż pewnie powoli to do nich dociera, bo dają się zauważyć zaniepokojone głosy ludzi, którzy próbowali w Ameryce funkcjonować bez towarów chińskich i nie byli w stanie. Pytanie, co się będzie działo, gdy się okaże, że amerykański przemysł nie jest w stanie funkcjonować bez chińskich komponentów, a Chińczycy im tych komponentów nie będą chcieli dostarczyć. Także wojna czy agresja stała się przeżytkiem i nie będzie potrzebna. Chociaż gdyby się okazało, że jednak będzie potrzebna, to Chińczycy nie zawahają się jej używać. Myślę, że dla ludzi rządzących obecnie w Pekinie, życie ludzkie ma naprawdę niewielką wartość, także gdyby trzeba było czyjeś życie poświęcić, to im nie będzie trudno to zrobić.

Czy w Chinach funkcjonuje jakaś ideologia, która ma utrzymywać Chińczyków w przekonaniu, że nic złego w ich państwie się nie dzieje albo mogłaby ich kiedyś skłonić, żeby podbijali świat, tak jak funkcjonowała nazistowska czy komunistyczna ideologia?

Ciężko mówić o Chinach jako o całości, powinno się mówić o społeczeństwie i o ludziach, którzy rządzą. Dla tych drugich ideologia zawsze będzie tylko środkiem, a nie celem. Ich celem jest władza, potęga i jeżeli będzie istniała stosowna ideologia, która wesprze ich w dążeniu do władzy, oni tę ideologię zaadoptują i będą jej używać. Państwo chińskie ma wiele lat tradycji i myślę, że Chińczycy uważali się za coś „specjalnego”. To nie jest złe, większość narodów świata uważa siebie za coś „specjalnego”. Ideologia nie jest potrzebna, wystarczy dążenie do supremacji w świecie, a wydaje mi się, że Chińczycy to dążenie mają i je demonstrują np. swoim programem kosmicznym, dużą troską o zabezpieczenia swojego dostępu do regionów posiadających różnego rodzaju surowce naturalne, stąd też ekspansja w Afryce.

A jeśli jednak obrońcy godności ludzkiej zwyciężą? Igrzyska olimpijskie zostaną niespodziewanie przeniesione z Pekinu? Czego wówczas można by się spodziewać? Czy możliwe byłyby jakieś zmiany w Chinach? Zmiany łagodzące prawo, a może jakieś poważniejsze przemiany polityczne?

Zacznijmy od tego, że to jest nierealne. Na pewno nikt Chińczykom olimpiady nie zabierze, a jeżeli ktokolwiek nawet nie pojedzie, to oczywiście zostanie to zakrzyczane, rozmyte itp. Mówiąc o tym, że sportowcy nie powinni brać udziału w olimpiadzie, ja mam na myśli po prostu tu, że każdy sportowiec powinien to zrobić przede wszystkim dla siebie i dla spokoju własnego sumienia. Ja daleki jestem od publicznego potępiania sportowców, którzy pojadą do Chin. To jest ich wybór i we własnym sumieniu powinni się z tym uporać. Gdyby załóżmy hipotetycznie olimpiadę odwołano, czy to by coś zmieniło? Na to był czas wtedy, kiedy Chińczykom tą olimpiadę przyznano, czego nie powinno być. Czy by się coś zmieniło – na pewno nie od razu. Przyznanie im takiego przedsięwzięcia i pozwolenie na wykazanie się sprawnością, bo Chińczycy się wykażą, już widać, że zbudowali stadiony przed czasem, na pewno nie służy temu, żeby w świadomości ludzkiej społeczeństwa wszystkich krajów pokazać, że coś w tych Chinach jest nie tak. To jest stawianie interesu nad moralnością. Pewne rzeczy są przyzwoite, a pewne nieprzyzwoite. Jeśli człowiek wchodzi w układy z bandytą, to faktycznie może nie od razu zrobi się bandytą, ale postępuje nieetycznie, bo nie pokazuje, że ten bandytyzm nie jest w porządku. Moim zdaniem, jeśli jest możliwa zmiana Chin, do czego jestem nastawiony bardzo sceptycznie, wymaga długofalowych, różnorodnych działań. Tak jak powiedziałem, wydaje mi się, że jest na to już za późno, bo pozwolono Chinom wykonać taki skok technologiczny, że już nic się nie da zrobić. Ale jak mówią Chińczycy – wielka podróż zaczyna się od małego kroku. Jeśli zaczęłyby się pojawiać sygnały, że świat nie akceptuje tego, co Chiny robią, to być może zmusiłyby to z jednej strony chińskich decydentów do jakiegoś zastanowienia się, a z drugiej strony byłoby na pewno dużym, wsparciem dla ludzi w Chinach. Przecież nie wszyscy Chińczycy są źli, przecież tych złych jest stosunkowo niewielu. Tam jest ogromna masa ludzi, którzy w gruncie rzeczy mają takie same potrzeby jak my. Oni chcą normalnie żyć, nie chcą nikogo zabijać, nikogo nie chcą dręczyć. Chodzi o to, żeby tacy ludzie rządzili. Aktywniejsi wśród nich, którzy chcą coś zmienić, powinni odbierać sygnały z Zachodu, że „my was popieramy”, my jesteśmy w gotów dla was coś zrobić.”. A takich sygnałów po prostu nie ma.

Na koniec, zapytam o jedno. Jak Pan myśli, czy oprócz polityków, sportowców, ludzi słynnych, takich, jak Steven Spielberg, my, studenci, możemy coś zrobić dla tej sprawy? Czy możemy w jakiś sposób, jeśli nie wpłynąć, to wyrazić sprzeciw wobec nieludzkiego prawa w Chinach, a także bierności zachodnich mocarstw?

Ja jestem daleki od organizowania jakichś spektakularnych akcji typu wysyłania sms-ów czy zakładanie opasek itd. Wydaje mi się, że to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby każdy człowiek zadał sobie pytanie, czy się zgadza na sytuację w Chinach czy nie. Jeżeli dojdzie do wniosku, że mu się ona nie podoba i chciałby coś zrobić, to powinien to zrobić nawet nie wtedy, gdy odniesie to jakiś skutek, ale kiedy podejmuje decyzje, w których musi coś poświęcić. To poświęcenie jest istotne dla niego. Może to być małe poświęcenie. „Ja nie będę kupował chińskich produktów”, „ja będę mówił wszystkim, że nie podoba mi się, że ta olimpiada jest w Chinach”. Moim zdaniem sportowcy mają teraz najwięcej do powiedzenia, ponieważ są to ludzie, na których cały świat patrzy. Jeżeli ktoś wykonuje taki spektakularny gest, że jest w stanie coś poświęcić, bo niewątpliwie decyzja sportowca, który nie pojedzie na olimpiadę z tego względu, że nie chce Chin popierać, to jest to wyraz bohaterstwa, wyraz poświęcenia swojej kariery. Myślę, że każdy z nas taką decyzję może podjąć. To jest taka sytuacja, że człowiek, który nosi znaczek z flagą tybetańską nawet w okolicznościach, kiedy to jest niewygodne, np. w Chinach i demonstruje swój stosunek do tego, co robią Chińczycy w Tybecie, to jest w stanie dołożyć jakąś kropelkę, która być może tą skałę kiedyś wydrąży. Chociaż powtarzam, jestem sceptykiem, nie wydaje mi się, żebyśmy byli w stanie coś zrobić. To nie znaczy, że trzeba się godzić z tym złem. Nawet jeżeli człowiek nie jest w stanie wobec zła nic sensownego zrobić, to wcale jeszcze nie znaczy, że powinien uszy kłaść pod siebie i godzić się na to, że to zło na świecie istnieje.

Źródło informacji: Informacja własna
Oceń artykuł
7,79/10 głosów: 29
Autor: Wojciech Straszewski dnia: 02.03.2008 [23:30]
Dodaj do: Dodaj do Google Bookmarks Dodaj do Wykop.pl Dodaj do del.icio.us Dodaj do gwar.pl


komentarze (0)

Twój komentarz może być pierwszy.

Dodaj nowy komentarz

Jesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.



Zwiększ wysokość pola Zmniejsz wysokość pola

(opcjonalnie)
4 + 3 plus siedem =
38.103.63.* - w takiej postaci pojawi się Twoje IP, gdy jesteś niezalogowany

* zabezpieczenie antyspamowe (dla niezalogowanych użytkowników)

Dodawanie komentarzy:
Użyj [http://www.polibuda.info] lub [http://www.polibuda.info|opis] przy wstawianiu odsyłaczy..
Tagi HTML są zablokowane.